środa, 17 lipca 2013

???

Chciałabym wrócic do jakiegoś regularnego blogowania. Brakuje mi tego. Brakuje mi albumu do kolekcjonowania chwil, ale czy w takim miejscu można sobie pozwolić na szczegóły? No i ta regularność. Napiszę trzy posty i tyle tego. Tak jak bywa zawsze. Kpiący ze mnie adres tego miejsca wciąż mi przypomina o słomianym zapale, o własnej zmienności. Joy by choice? Powoli wracam na tę ścieżkę, ale byłoby błędem nakładanie na siebie challenge'u zbierania codziennych pozytywności. Bo co z bólem, co z tymi wszystkimi kwasami, a co jeśli znowu zacznę się bać, albo naprawdę przestanę kochać. Rytualność, regularność... No i trzeba byłoby przemysleć formę. To miejsce znów mnie gryzie. Szata i ciągłe metaforyzowanie, strumień świadomości, myśli. Skoro tak łatwo przychodzi mi pseudopoetycki bełkot dlaczego nie piszę już wierszy, opowieści? Od tak długiego czasu nic... Tylko tutaj. Takie wzgardzane słowa, wyrzucane jak dzieci zaraz po urodzeniu. Bez formularza adopcyjnego. Czy chciałabym pisać? 
Czy chciałabym być Jeanette Winterson, Margaret Atwood? 
Cóż robić.
Zmienić miejsce? Nakładać na siebie ramy. Uwielbiam katalogowanie, etykietowanie, porządek. 
Tu piszę o stylu, tu o kartkach, tam o sobie. 
Kolejny deal z własną nieregularnością? Codziennie joga, codziennie medytacja, codziennie pisanie. Niecodziennie obiad. 
Te ramki, ten tabelki, te okienka z zawartością czysto sieciową, czysto wirtualną. Nie mam zdrowia do dzienników na papierze. Ale tu, jakby nic nie do końca, jakby nic nie namacalne. 

Może macie jakiś pomysł? jesteście tu w ogóle, Czytelnicy? Tak czesto mam wrażenie, że krzyczę do białej ściany. 


piątek, 5 lipca 2013

Blan page

Nie wiem z czym bardziej walczę - pesymizmem, czy optymizmem.

Gdy poranek jest piękny i świeży, a dzień nawet pomyślny, wieczorem musi się coś zepsuć.
Gdy gra w pracy i finansach w relacjach musi się coś zepsuć. Przecież to cholernie oczywiste,
Przecież ja to wiem. Dlaczego usiłowaliście mi wmówić, że

Nie, ten wieczór nie będzie zmarnowany, nie będzie zmarnowany, nie będzie zmarnowany, nie będzie zmar...

Mówiłam, ze wolę burzę, a nie takie powolnie dochodzenie do grzmotów, obrzydliwy, zatruty kapuśniaczek.

Napisałam wróć, ale nie jest lepiej. Więc po co. 
Grasz, muzyka coraz głośniej. Wychodzę do kuchni. Osiemset pytań do siebie, niezliczony raz w tym tygodniu. W końcu włączam głośno piosenkę, zagłusza twoją. Bierzesz słuchawki, grasz zapamiętale, mimo nich słyszę to niesłychanie irytujące dudnienie. Ziewasz i ostentacyjnie spoglądasz na zegarek. Niby nic. Pytasz, odpowiadam, głośno walę w klawisze. Wszystko na bieżąco. Muzyka, gry, muzyka, gry, muzyka, gry. I ja z moim kwartalnikiem literackim, Chopinem, Bonem Iverem, zadzieraniem nosa, braniem wszystkiego we własne ręce, bo przecież na nikim nie można polegać. Moja wina, moja wina. A pomiędzy tym wymyślna miłość, czasem tam uszczęśliwiająca, tak nie na miejscu. Czasem.

Patrzę na ciebie badawczo. Ostatnia szansa. Uleciała w mieszających się dźwiękach. 

Jeff, Jeff, śpiewaj mi, utul mi, bądź mi, zakryj mi oczy, serce. 









maybeebabee

5:50 - dzwoni twój budzik
5:52 - słyszę małego, podwórkowego kota; czy to ten bez ogona?
6:04- wtulam się

brzęk naczyń, kroki, głosy, twoja skóra
jest cudownie rano, cieszę się na nowy dzień - ja?!

ostatnio wszędzie widzę martwe zwierzęta - zająca, pisklęta, ptaki, myszy
gdzie nie pójdę - mała, niesłodka trupiarnia

8 rano, już byłam na ulicy, już rzucałam się w oczy, już biegłam z tobą

papieros na przystanku, sztampa
w powrotnej drodze rozczochrany na gałęzi ptak

8:24 - dźwięk wiadomości, znów jesteś

umyć włosy, zjeść śniadanie, iść po dobre wiadomości






środa, 26 czerwca 2013

Sobluetoo


I just don't feel like I can make it no more

I just don't feel like I can make it no more


Well, it's true I have a lover
And it's true I have my family
And it's true they all love me
But I just don't feel like I can make it no more



Well I have my health and I know that's a lot for sure
And I have everything to be grateful for
And feeling this way has got me facing the floor
Cause I just can't figure out why I can't make it anymore



Well it's true I have a bed
And it's true the roof over my head
And it's true that I am always fair
But its just this heavy old feeling of dread



wtorek, 25 czerwca 2013

Neveragaintuit

Znów w łóżku do drugiej, choć potem niewiele więcej. Papieros "poranny", bo przecież musisz zapalić, wychodzę więc z herbatą w deszcz. Powinności ześlizgują mi się z ramion, usypują stos pod stopami, wystarczy podłożyć ogień. Czy jestem przekonana? Do ciebie tak, do życia nie. Ale muszę grać determinację i pewność. Matki mają intuicję jedyną w swoim rodzaju, ale raczej odmrożenie sobie uszu, bo chce się wierzyć, bo pamięta się strach, musi się go pamiętać, by nie zbliżać się do ognia. Tak, a więc to jest dorosłość. A przecież miałam być kimś innym. Miałam grzecznie uczyć się i gwiazdorzyć literacko, wszystko stopniowo i po kolei. Aż do normalnej kolei rzeczy. Jakiej? Teraz mam ciebie i tylko to. Brak sił dla innych, brak sił dla siebie. Mówisz głośno, nie pozwalasz mi płakać. Trzęsę się, ale tylko chwilę. Teraz śpisz, pod zielonym kocem moim, marzysz o byciu dzieckiem. Tak jak ja. A teraz obojgu nam zsypie się niebo na głowę, to zgruzowane w pył. Obojgu, bo tak powiedziałeś, że już nigdy nie będę z niczym sama.
"z kimś, z kim rozstaniesz się teraz, czy później..." - pisze ona
Czy można być bardziej zagubionym? 
Nie wiem.
Zawsze można bardziej.
Tylko strach śpi, coraz mniejszy, coraz bardziej obcy. Nie musi być. Sama się unicestwię. 
Bo to się wszystko przecież źle skończy.




.forever young.


wtorek, 18 czerwca 2013

WILYANADYA

"W osiemdziesiątym piątym roku wyfrunąłem z domu jako młody, choć metrykalnie dorosły, człowiek, dwudziestojednoletni, bo czegoś mi się chciało w życiu, a nie wiedziałem, czego. Jak każdy przyzwoity młody człowiek miałem samobójcze myśli, niezbyt natrętne, ale miałem, nie chciałem służyć dwóch lat w wojsku, odczuwałem brak sensu życia i pomyślałem, że może włóczęga mi ten sens da - i właśnie ona dała mi go aż nadto. Do dziś myślę, że najmądrzejszą rzeczą, jaką zrobiłem poza spłodzeniem dzieci, było to, że jako ten młodzieniec wybrałem życie dzikiego włóczęgi".

Jacek Podsiadło



Tumblr


Z tym, że jest coraz trudniej, trudniej już chyba być nie może.



poniedziałek, 10 czerwca 2013

Timbling

Chwila wymuszonej pracy, a potem godziny znużenie zmarnowane. Mijają dni, a ja wciąż niepewnie, tylko tu i teraz. Od miłości i z miłości, lekkim bólem gardła, niedojadaniem, łóżkiem, kałużą i wiecznym "od jutra". 

Znów zbliża się prawdziwe życie.




Jeżeli porcelana to wyłącznie taka
Której nie żal pod butem tragarza lub gąsienicą czołgu,
Jeżeli fotel, to niezbyt wygodny, tak aby
Nie było przykro podnieść się i odejść;
Jeżeli odzież, to tyle, ile można unieść w walizce,
Jeżeli książki, to te, które można unieść w pamięci,
Jeżeli plany, to takie, by można o nich zapomnieć
gdy nadejdzie czas następnej przeprowadzki
na inną ulicę, kontynent, etap dziejowy
lub świat

Kto ci powiedział, że wolno się przyzwyczajać?
Kto ci powiedział, że cokolwiek jest na zawsze?
Czy nikt ci nie powiedział, że nie będziesz nigdy
w świecie
czuł się jak u siebie w domu?

S. Barańczak


.

.