Pokazywanie postów oznaczonych etykietą film. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą film. Pokaż wszystkie posty

środa, 25 stycznia 2012

I said my french horse was a sailor

Miałam wykład o baśniach w popkulturze. Gdy doktor opowiedział andersenowską wersję Małej Syrenki (to smutne, jak szybko zapomina się oryginały) nagle z tylnych, pozamykanych szufladek mojej świadomości zaczęły wypełzać dawno zapomniane obrazy... dziecięce książki, ilustracje, które tyle razy jako dziecko przeglądałam, a dziś zupełnie się zatarły. Od kilku godzin męczy mnie, że rozpoznaję tylko aurę obrazka, jakieś elementy, które mieszają się z innymi, widzianymi gdzie indziej. Poszukuję ilustracji, gdzie Mała Syrenka stoi nad Księciem i jego młodą żoną z nożem, a oni błogo się uśmiechają we śnie... Ślady z pamięci Sary prowadzą dokładają fakt, że Syrenka miała niebieską sukienkę. Skąd to? 
W poszukiwaniu, bezowocnym, znalazłam jednak inne cuda ze skrzyni skarbów. Cuda Gabriela Pacheco...







Ha, no proszę...a o Tezuce miałam na poprzednich zajęciach :) Ten flet z chmurki...I niewoalowana polityka.

piątek, 6 stycznia 2012

The boat close in front of you




Him: This is our pact. We live...
Scarlet: We live.
Him: We work...
Scarlet: We work.
Him: We're just getting started...
Scarlet: Just getting started. 
 
 
 

    piątek, 25 lutego 2011

    1. Karmel



    Leżał na półce od paru miesięcy, aż w końcu doczekał się. Nadine Labaki "Sukkar banat".

    Przed obejrzeniem nagradzanych, znanych sławą międzynarodową filmów jest we mnie zawsze obawa. Że to film, który źle się skończy, albo będzie opowiadał prawdziwe historie o cierpieniu i okrucieństwie, albo o wewnętrznej, nasyconej bólem walce. Naturalnie takie filmy są piękne i ważne, ale czasem po prostu ciężko to oglądać, a potem z powrotem normalnie funkcjonować. Tym jednak razem obawy się nie sprawdziły. "Karmel" był ucztą, od której (jak od orientalnego stołu) wstawało się będąc nasyconym, z okruszkami słodyczy w kącikach ust. A nie była to słodycz w kolorowym opakowaniu z plastiku i z konserwantami.

    W "Sukkar banat" zachwycają przede wszystkim zdjęcia. Każde ujęcie można by oprawić w ramkę. Piękne są też kobiety - bohaterki filmu. A ich uroda ukazana jest w bardzo intensywny sposób. Prawie czuć zapach balsamów, którymi się smarowały, dźwięk biżuterii słychać tuż nad uchem. Inną zaletą filmu jest to, że Nadine Labaki ukazała Beirut nie przez pryzmat religijnych konfliktów, konserwatywnych zwyczajów i kontrastów Wschodu, ale zwyczajnych dni i małych, ludzkich historii - takich, które przeżywają wszystkie kobiety.
    Na uwagę zasługuje też muzyka. Nie ciężko-orientalna, ani nie ta w klimatach Bollywood. Znakomicie się w nią wsłuchiwało podczas wolniejszej akcji, obserwując industrialia Libanu.

    "Karmel" zmienia ekran w złote okno, przed którym można stanąć o tak...




    I wdychać zapachy. Uśmiechać się do kolorów. Próbować różnych smaków... też życia.











    .

    .