Miałam wykład o baśniach w popkulturze. Gdy doktor opowiedział andersenowską wersję Małej Syrenki (to smutne, jak szybko zapomina się oryginały) nagle z tylnych, pozamykanych szufladek mojej świadomości zaczęły wypełzać dawno zapomniane obrazy... dziecięce książki, ilustracje, które tyle razy jako dziecko przeglądałam, a dziś zupełnie się zatarły. Od kilku godzin męczy mnie, że rozpoznaję tylko aurę obrazka, jakieś elementy, które mieszają się z innymi, widzianymi gdzie indziej. Poszukuję ilustracji, gdzie Mała Syrenka stoi nad Księciem i jego młodą żoną z nożem, a oni błogo się uśmiechają we śnie... Ślady z pamięci Sary prowadzą dokładają fakt, że Syrenka miała niebieską sukienkę. Skąd to?
W poszukiwaniu, bezowocnym, znalazłam jednak inne cuda ze skrzyni skarbów. Cuda Gabriela Pacheco...Ha, no proszę...a o Tezuce miałam na poprzednich zajęciach :) Ten flet z chmurki...I niewoalowana polityka.





