Pokazywanie postów oznaczonych etykietą photographies. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą photographies. Pokaż wszystkie posty

sobota, 14 kwietnia 2012

Ready to hoo-hop with you


"It was raining and the bride and groom looked so small beside the slender tower of the church. She was freezed so she left them there and hurried to the bus stop. She was just twenty, but already felt that she will never have a wedding. She believed in vowing in front of God so that she knewed she will never be able to vow herself. It was too significantt and people change so quickly. She thought she will be in solitude forever. There will be no man who will be able to calm her fears, handle her anger, fill her chronic unfulfillment. A man to whom she would like to be a good woman and not feel weak at the same time."

j.f. 


środa, 11 kwietnia 2012

Ładnie, ładnie, bo na nogach

Boże, błogosław cyberprzestrzeń - wbrew pozorom ratuje od defenestracji. Siedzę, przeglądam nieżyciową fotomodę, a w tle genialni tekściarze. Pasuje i jest pięknie. 

A to co było, a nie jest
Wraca po trzykroć
Wilka wycie
Gardłem suchym
Przyspieszonym serca biciem 


I jest tak że czujemy się lepiej
Ale nigdy nie czuliśmy się gorzej


Morskimi latarniami
W torcie świeczkami
Płochymi wskazówkami
Odliczają Tobie mi
 
 
Te złe kontra złe
Biedne dzikie bestie
Miasto mają we krwi
Miasto mają w dupie
 

 
Po tak cienkim lodzie
Możemy się tylko czołgać
To jest lina, to czarodziej
Spróbuj się rozplątać
 
 
Oto ruiny
Inicjały tępym narzędziem ryte
Tatuaże, serca, czaszki, ołtarze
 
 
Trzysta pięćdziesiąt sześć razy i więcej w roku
obchodzimy urodziny
Szczęściarze


 
fashiongonerouge i UL/KR

czwartek, 23 lutego 2012

Lalanamana jagabanda

Dobra, dość na tapecie tej optymistycznej notki, bo i słońce znikło i beztroska już nie ta. Przedłużyłam sobie ferie do maksimum i jestem rada, ale wieczorami (dziwne, zawsze były moimi sprzymierzeńcami) dopadają krzaczaste, wielkomiejskie niepokoje. Zastanawiam się, o co tak naprawdę chodzi. Przecież sobie radzę. Jakoś sobie radzę i czasem się uśmiecham, ale gdy spędzam czas w domu, powrót na studia napawa mnie tak irracjonalnym lękiem i rozpaczą, że ciężko oddychać. Nie wiem dlaczego. Nie wiem, co za tygrysy złe zagrzebane są w mojej głowie i ryczą. 
Nowy semestr to już nie nowość, minął pierwszy szok. Może zatem czas trochę od nowa, wykreślić okres próbny z pamięci i zacząć od początku. Tak, Linn, napisz to wreszcie, nie histeryzuj na sam dźwięk - tam,  W KRAKOWIE. A w zasadzie ani tu, ani tam. Bo w domu bywasz za krótko, żeby pełnoprawnie móc wpisać "to moje miejsce", a tam też całkowicie nie należysz, bo z zajęcia na zajęcia, sklep, mieszkanie, komputer. Póki co nic więcej, nie chcesz nic więcej. Jednakże przeczuwasz, że w którymś momencie, jak w tenisie nastąpi przełamanie - kto wie, na które pole. Może tam, gdzie twoje myśli nawet nie myślą, by się zwrócić. 

Dobra, takie tam myślniki. Do roboty - czeka retoryka Dydony i Eneasza, czekają pocztówki, czeka popołudnie.



_______________________________________________________________________________

środa, 4 stycznia 2012

Sur la simple

W fotografiach* Liny Scheynieus jest coś co mi się podoba i coś, co mi się nie podoba. Miejmy z głowy, co się nie podoba - na niektórych zdjęciach pokazuje coś, czego nie lubię, czyli "życie wyzwolonych młodych", długowłose, szczupłe piękności, seks, dżinsy, twarze pełne pogardy, prześwietlone blondynki, stylizacje na french new wave i jednocześnie brytyjskie hippie glam... Tak to odbieram.
Ale jest kilka fotografii, które nie kojarzą się z tym, co wyżej. Z czym się kojarzą? Z udaną ucieczką, z niebanalną osobowością, z bezsilną, cichą samotnością, ze światłem.
To tak, w prezencie sobie i Wam na noc.
Dobra-noc...











* to są jej "luźne prace", warto obejrzeć kilka sesji dla magazynów modowych (Another Givenchy, Crystal Wren, Another Daniella)

.

.