Pokazywanie postów oznaczonych etykietą codziennik. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą codziennik. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 29 kwietnia 2014

To you and me - sweet sangria

Napisałam ci, że nadal cię kocham. Bo jeśli cokolwiek wiem o miłości w tym powszechnym mniemaniu, to jesteś nią ty. Ale ty będziesz milczał jak zawsze.

Kolejny film się zerwał, ale ja cieszyłam się samym robieniem zdjęć, byłam na to przygotowana. Bez pachnie obłędnie, a nad jeziorem dalej są ślady naszej niedzielnej miłości z kimś kto kocha mnie tak naprawdę, naprawdę. Tak naprawdę o którym to naprawdę ja nie mam pojęcia, bo nie dałeś mi się obdarować.

Książki wchodzą mi topornie, listy nie chcą się pisać, a moi rodzice to okrutni średniowieczni bogowie.
Tak strasznie chciałabym teraz zgłupieć, wyrwać się z recytowania z pamięci psychologicznych podręczników, które na zawsze na razie zastąpiły mi uczucia. Mam stać się na powrót niemowlakiem i wiedzieć tylko, co tak chcę, a co nie nie chcę. Dobrze-źle. Takie proste, a tak mogło się przez lata skomplikować. Ale nie dam się nikomu wziąć na ręce, wyciągnąć z czarnej nory. Gdy będzie mi dobrze u kogoś w ramionach, znów upadnę i prawie umrę, gdy mnie w końcu puści. A wszystko puszcza. Farba z tkanin w zepsutej pralce. Zalewa mi oczy, gęsta maź kolorów. Taniec. Chcę taniec.

Jak dobrze, że mam dziś nastrój na Tori, balsamiczna róża z niej na pokołatkowane, rozzębione serce.
Wszystkie słowa znów pasują.


"there was a time 
when i thought 
that her destiny 
should've been mine"



"so we go from year to year 
with secrets we've been keeping"



"not sayin' 
not charmed at all 
not sayin' 
that you weren't worth 
the fall 
and i was alone when 
i knew it was real"



"you caught me lingering 
in another girl's paradise 
the way she paints the world -- 
i want that in my life emeralds"





Pośpiewam sobie teraz z miną Reginy Mills.

środa, 9 maja 2012

A merry stander on the holes in the ground...

Szukam małych łódeczek na chaosie. Ciemne, skołtunione i brudne jest morze. Ale łódeczki są jak wianki na Świętego Jana.

rododendrony przy kościele Franciszkanów
mmsy z wierszami


Jest jakiś dopływ światła  Skądś
a dzień jest taki jakby cały blask się cofnął
czyli jesteś kimś kto pragnie
i otrzymuję tyle ile można
i że to musi mu wystarczyć.

 
i indie folk pod rękę z new weird america, 
czyli spokojna i wyluzowana muzyka na niespokojny maj





 Tak, to jest też chyba kwestia światła.


spring it came upon us,
every insect filled the air
dropped their wings upon my brother,
cast their shadows on his hair

if we follow where they’re leading,

we will surely come before
some unseen and wondrous magic
made of visions to explore
Bon 


niedziela, 22 kwietnia 2012

More than I asked

Nie da się ukryć, że dorośliśmy. Czy to proces, czy skończyło się w dniu, gdy Rojek odszedł z Myslovitz, nieważne. Jesteśmy po stronie papierosów, zatrudnień, małżeństw, obcasów, wózków, podróży po świecie, związków partnerskich, zleceń, nieobgryzanych paznokci, nowych etapów, mieszkań, roślin w doniczkach, warzyw na patelnię, recenzji, pogodzenia się z pewnymi faktami, uśmiechu Bree van der Kamp, racjonalizacji, rachunków, zsuniętych prześcieradeł, mostów na więcej niż jedna rzece, nudnych rozmów, niepogodzenia, wytartych fraz, lepionych relacji, kompromisów, awantur, cudzych skarpetek w koszu na pranie, liścików na stole, kart płatniczych, kryzysów wiary i pracy w ogrodzie.

Wolność, pojedynczość, oswojenie, samotność, pogodzenie, tęsknota, radość.


wtorek, 3 kwietnia 2012

Hi my name is Laura, I'm 38

Wszystko, co dobre szybko się kończy. Pantha, cholera, rei. Kilometry-milimetry. Disordery anxietowe. Ptaki w locie i ptaki na skórze. Czy na księżycu jest mgła? Raz normalne, raz nienormalne. Dobre to, co niemoralne. Złe, to co niemoralne. Przyjemny spokój i pokój z widokiem nienablok. Co mi po bażancie. Tu mi śpiewa wróbel i nic nie zrzucam osiem pięter w dół. Kawa i ciasto, zły pies, czerwony zwierz. Czerwcowa noc, rękodzieło do koperty. Ajajajaj. To tylko kilka dni. Złego i dobrego, ściśle niepowiązanego.

 

"rozerwana od środka
elementem turpistycznym
(różana dziewczyna)

z uśmiechem na twarzy
oksymoron dnia
wylatuje oknem
personifikuje kota

a pies siedzi
buja się i pali cygaro

spotkałam kapelusznika
wypiliśmy herbatkę
zdanie parentetyczne
czy to zabronione?
pytanie retoryczne
rymem głębokim
nie chce mi się"
?

Learn to love your mind.




środa, 7 marca 2012

No skin you can be

"Ciemność to rzucony na człowieka zły czar, albo - jak kto woli - choroba. Małe, kilkuminutowe czasem, przebłyski jasności, oczyszczenie nieba umysłu z demonów, tylko potwierdzają istnienie nieprzebranej warstwy czarnej mgły."
S.Gray

***

Poszłam spać kładąc się na nożyczkach.

***

A co by było, gdyby smok znów się tu pojawił?


Nie umiem już myśleć, nie szukając definicji filologiczno-kulturoznawczej każdego pojęcia, które pojawi się w mojej głowie.


________________________________________________________________________

czwartek, 23 lutego 2012

Lalanamana jagabanda

Dobra, dość na tapecie tej optymistycznej notki, bo i słońce znikło i beztroska już nie ta. Przedłużyłam sobie ferie do maksimum i jestem rada, ale wieczorami (dziwne, zawsze były moimi sprzymierzeńcami) dopadają krzaczaste, wielkomiejskie niepokoje. Zastanawiam się, o co tak naprawdę chodzi. Przecież sobie radzę. Jakoś sobie radzę i czasem się uśmiecham, ale gdy spędzam czas w domu, powrót na studia napawa mnie tak irracjonalnym lękiem i rozpaczą, że ciężko oddychać. Nie wiem dlaczego. Nie wiem, co za tygrysy złe zagrzebane są w mojej głowie i ryczą. 
Nowy semestr to już nie nowość, minął pierwszy szok. Może zatem czas trochę od nowa, wykreślić okres próbny z pamięci i zacząć od początku. Tak, Linn, napisz to wreszcie, nie histeryzuj na sam dźwięk - tam,  W KRAKOWIE. A w zasadzie ani tu, ani tam. Bo w domu bywasz za krótko, żeby pełnoprawnie móc wpisać "to moje miejsce", a tam też całkowicie nie należysz, bo z zajęcia na zajęcia, sklep, mieszkanie, komputer. Póki co nic więcej, nie chcesz nic więcej. Jednakże przeczuwasz, że w którymś momencie, jak w tenisie nastąpi przełamanie - kto wie, na które pole. Może tam, gdzie twoje myśli nawet nie myślą, by się zwrócić. 

Dobra, takie tam myślniki. Do roboty - czeka retoryka Dydony i Eneasza, czekają pocztówki, czeka popołudnie.



_______________________________________________________________________________

poniedziałek, 20 lutego 2012

Paper glittering gun

Mam nadzieję, że to co widzę to wiosna. Mam nadzieję, że to co słyszę to wiosna. Mam nadzieję, że to słońce, te ptaki, to ciepło, ta chroboty budzącego się świata, to wiosna. 
Mam nadzieję, że czuję nadzieję. 
Miasto zalane słońcem, poranna kawa, ryk pędzącego ambulansu tak jakby z moich słuchawek, a nie z ulicy. Wybuch prostych doznań, puls. 
Wszystkie moje przyjaciółki, znajome, szosztry pięknieją w oczach, nie mogę się na nie napatrzeć. Są silne, urocze, inspirujące. Piękne właśnie. Ale pierwszy raz w życiu czuję, że ich uroda i wdzięk nie przytłaczają, nie umniejszają mnie, tylko wręcz przeciwnie. Sama nabieram rumieńców, blasku. Mam nadzieję, że tak już zostanie. Może to kwestia odpowiednio "dobranych" osobowości, dopasowania, spokoju i dystansu. Czerpania z innych, a nie podświadomego porównywania. To było złe i mam nadzieję, że się skończyło.
Mam nadzieję, mam nadzieję... Na co? Tylko na życie. Na spokój. Na radość. 


PS. Post pro-optimistic, choć i descreet-optimistic, coby nie było aż tak dla mnie nienaturalnie, ale coby Czerwinko nie marudziło, że nic tylko >de.ka.den.cjjjaaa...<

I hope that what I can see is a spring. I hope that what I can hear is a spring. I hope that these are sun, these birds, this warmth, the one grating sounds of world waking up, it's spring.I hope that I feel hope. City flooded with sunshine, morning coffee, roar of the rushing ambulance as if from my headphones, rather than from the street. Outburst of straight experiences, pulse. All my women friends are becoming more and more lovely rapidly. They are strong, wonderful, inspiring. Beautiful. And for the fist time in my life I feel that their beauty and charm aren't overwhelming me, aren't belittling me, just the opposite. I'm getting their glam , their beauty I hope that it will be always like that. Perhaps it is an issue appropriately "well-matched" of the personality, fitting, the peace and distance. Of drawing from other, rather than of subconscious comparing. It was bad and I hope that it has ended. I hope, I hope... For life only.For peace. For joy.







czwartek, 16 lutego 2012

Idacarlson

Jak można zagłuszyć to, czego nie chce się widzieć? Ludzi, znajomych, portale, głupie słowa, denerwujące fakty, niepewność? Może na początek położyć mokre buty na notatkach do egzaminu, który już za mną. Potem pięćdziesiąty raz odtworzyć tę samą piosenkę, która jednocześnie drażni i intryguje tak, że nie mogę mieć w głowie nic innego. Może wykasować wszystko, prócz spokojnego, dobrego, "mojego" dnia, wielogodzinnej rozmowy i wielkich płatów śniegu, prócz mądrych wniosków na przyszłość?  Może przenieść się na Północ?



No to raz jeszcze. Zamknę oczy i przeniosę się tam, gdzie lubię być z samą sobą i mam dystans do wszystkiego, gdzie tańczę, choćby na scenie, gdzie też jesteś ty, ale gdzie tylko cię lubię, znikam ci w tłumie I gdzie nie jestem zdeterminowana do bycia nieszczęśliwą. W bladą mgłę, w bębny, w radość.



Lykke - już mogę, bo chyba Lana zrzuciła ją z piedestału największej popularności. Takie hipsterstwo - nienawidzę słuchać tego, co wszyscy. 



I chcę, i nie chcę. W takich wypadkach lepiej nie. 



niedziela, 12 lutego 2012

Alors, alors...

Miałam przez ten czas nie myśleć w ogóle o studiach, nie zajmować się tematami pokrewnymi, nie przygotowywać, nie zadręczać się. I co? Przez ostatnie dwie godziny analizowałam "Dydonę i Eneasza" robiąc notatki, później spisywałam przedmioty i godziny martwiąc się o rejestrację, dodając do tego lament-nie-Dydony pt."o Boże, nie zdam następnego semestru, o Boże nie chcę tam wracać!"

Narzekam, że na dłuższą (taką tygodniową) metę tu nie ma gdzie chodzić i co robić. Narzekam, że chciałam iść do teatru, do kina, do drugiego teatru, na koncert, i nic z tego. Wstaję koło południa, produkuję z nudów handmade'y, chodzę do miasta wymyślając codziennie nową sprawę do załatwienia, wieczorami przemykam  na kawę. A mimo to zostają "pomiędzy". "Pomiędzy" wypełnione po brzegi tumultem myśli - wieczyste dywagacje na temat własny lub turkot stresogenów związanych z Krakowem. 
STOOOP! Wystarczy na dziś.

Ostatnio nastroje skandynawskie i śpiewograjka wyjątkowa. Nie wyjątkowa-wyjątkowa. Wyjątkowa  w zasadzie dlatego, że powrócona. Kiedy artyści mi się podobają to zdzieram ich do końca. Czasem trwa to miesiąc, czasem porę roku, czasem dłużej. Ale w pewnym momencie, gdy znam każdą sekundę każdej piosenki, odrzucam. Nie nadają się już do niczego. Nie sprawiają przyjemności, nie wzbudzają emocji, nie towarzyszą miło w działaniu i poruszaniu się. Są mdli, jakbym jadła papier. Powracają bardzo, bardzo rzadko. Ale ona powróciła. Nie spodziewałam się tego za bardzo. Podobała mi się kiedyś-kiedyś tak naprawdę jedna piosenka, reszty słuchałam jako tła. Lecz teraz Lisa przebiła się przez zimową aurę i zrobiła sobie miejsce. Jej głos może być dla niektórych irytujący, mnie jednak oczarował. Siedzi mi  Lisa w głowie, jak Wieczna Dziewczynka z kraju aniołów o zimnych policzkach.



Wspaniała jest ta sesja nagraniowa. Ciepło-zimna, pogodna, słodka, optymistyczna, radosna, stylowa, wdzięczna. I chcę ten obraz ze ściany w 1:41.




piątek, 10 lutego 2012

They say they clean it through.

W autobusie 152 (Czyżyny Dworzec - Olszanica) chłopiec sześcioletni do mamy, bez uprzedzenia:

- Wiesz...wiesz... ja chciałbym tak...żeby zawsze było dużo zieleni... żebyśmy się nigdy nie spóźniali...i ten....i....i....i żeby wszyscy długo żyli...i...i jeszcze TAKĄ WIELKĄ łopatę, jak ma pan Zbych!

Też sobie tego życzę.  






niedziela, 22 stycznia 2012

Saviour doesn't like guns

Jest mi do zanudzenia, więc piszę notkę. Zmieniam wygląd profilu, czcionki, odświeżam fejsbuka, rebloguję zdjęcia na tumblrze, odświeżam pocztę, biorę się do czytania tekstów do pracy, odkładam, bo ch... to warte, nawet nie wiem, o czym chcę pisać. Mogę jeszcze opracować tematy do egzaminu, ale zrobiłam troszkę wczoraj, dziś mogę odpuścić, nie chce mi się. Komentarza na pb nie działają, nudzę się. Wychodzę do kuchni, pałam obrzydzeniem, zalewam budyń wodą z wylewającego ją naokoło czajnika, olewam naczynia, które mam umyć, wychodzę, siadam. Odświeżam fb, odświeżam pocztę, odpisuję na smsa, patrzę przez sekundę na świat, nie w monitor, dobra - wystarczy, jem budyń, odświeżam twój profil, odświeżam twój profil, odświeżam swój. Może by zmienić avatar, szukam, oczy mnie bolą od monitora, ale przecież nie wyłączę, zeżre mnie pustka. Nie mam już żadnej książki prócz tych naukowych, jestem leniwą, głupią małpą, że nie siedzę i skrupulatnie się nie uczę. Dziś w mieście byłam mgłą, już nie jestem. Teraz jestem zadresionym ciałem, które porusza 30krotne odtwarzanie Angusa i Julii Stone. Nic mi się nie chcę, gnuśnieję.
Jest mi do zanudzenia, więc piszę notkę. Jestem tu sama, współlokatorka znów za ścianą z facetem, zaczyna mnie to irytować. To słabe z mojej strony, wiem. Odświeżam swój profil, czytam smsa, próbuję sobie przypomnieć, że gdy wychodzę z mieszkania w mgłę jestem mgłą, jestem sama ze sobą i chcę być sama i jest mi dobrze i cieszę się tu i teraz-em. Robiłam zdjęcia, ale na pb nie działają komentarze, jak mówiłam, więc w zasadzie po co je wrzucać (sic! ! ! szokuje mnie prawda o sobie samej). Wyszłabym na dwór (pole, wg tutejszych), ale jest ciemno, zimno i niebezpiecznie. Mogłabym policzyć gwiazdy, może to zrobię, ale przez okno nie widać, musiałabym otworzyć, wychylić się i... nie. No lepiej nie. Odświeżam twój profil, jakie to wkurwiające, że to robię. Mógłby zjawić się ktoś, przez kogo przestałabym odświeżać profile, których nie powinnam zauważać. Odświeżałabym inne. Dlaczego niektóre kobiety tego nie robią? Sybille na pewno nie robią.Próbowałam sobie przypomnieć jak to było chodzić z babcią za rękę, ale nie potrafiłam. Zamiast tego godziny zmarnowane przy komputerze. Ironia - pisać to na komputerze właśnie. Chciałam bez, ale skończyło się nerwowością i rozpaczliwą pustką, lepiej już siedzieć i przewijać obrazki klikając - reblog - 
Jest mi do zanudzenia, więc piszę notkę, długą notkę. Nudzę was, których tu nie ma i którzy tego nie czytacie. Kubki, talerze wchodzą mi na głowę. Nie pójdę spać, bo nie zasnę. Nic nie zrobię, bo nie. Bo nic, bo nic, bo nic. 
Mogę sobie wymyślić nowe imię i nazwisko, pobawić się photoshopem, to bardzo zabija czas, mogę polepić motylki z origami, mogę tyyyle, tyyyle jest możliwości. Odświeżam pocztę, klikam reblog, odświeżam twój profil, swój profil, fejsbuka, rebloguję obrazki, zmieniam czcionki, jem budyń, odpisuję na smsa...









sobota, 17 grudnia 2011

Terra nova

Dym codziennych pożarów, mgła codziennych poranków, smog codziennego pędu - to wszystko zbierało się pod nogami, w nozdrzach, osiadało na rzęsach. Wiedziała, że kiedyś musi nastąpić WYBUCH...

Smoke of everyday fires, fog of everyday mornings, smog of the everyday rush - that's all it collected under legs, in nostrils, settled on eyelashes. She knew that at one time an EXPLOSION must take place...






wtorek, 13 grudnia 2011

Sometimes sorrow, sometimes sunshine



 
Then again I wasted the day intended to do some reading-work. But with anger for myself I will change nothing. 11 pm - time for photo, time for believing that tommorow I will do better.
 


obok

słowa nie chcą przyjść

odfrunęły
rozwiać gałązki bluszczu
zakołysać pustą huśtawką
wybrzmieć
w innych piosenkach

a światełka stroboskopu
sztuczne błędne ogniki
toną we mnie kolejno

na żadnym z nas
nie robi to wrażenia
 
A.Kwiatkowska 
next to


words don't want to come

they blew off
to blow twigs of ivy
to rock with empty swing
to sound out
in other songs

and lights of the stroboscope
artificial little flames
they are drowning in me one by one

none of us
is impressed

A.Kwiatkowska



czwartek, 8 grudnia 2011

Plateau symphony

Cały czas żyłam w przeświadczeniu, że na studiach spotykają się inteligentni, w miarę dojrzali już ludzie. Myślałam, że wreszcie przestanę się borykać z pogardliwo-zawistną etykietką "Inteligo" nadaną przez starsze koleżanki w prywatnej szkole językowej. Bo miałam tylko siedem lat, warkoczyki, kolorowe rajtuzki, nie wiedziałam kto to Anastacia, a śmiałam mieć lepsze oceny od "fajnych". No, przynajmniej dawałam ściągać.
Od zawsze musiałam się z tym mierzyć - z tym, że wiem więcej, więcej czuję, więcej mówię. Bo dlaczego mam milczeć, skoro czytałam i wiem? Mam nie wychodzić przed szereg milczących w konsternacji baranów? Którzy tekstu nie przeczytali, ale "Boże, co ta baba mówi? W ogóle nie rozumiem jej bełkotu". Dla mnie zły wykładowca oznacza więcej pracy samodzielnej, a nie zlewania "bo i tak nic nie zrozumiem". Tak, jest mi głupio, że znowu to ja odpowiadam na pytania. Tak, czuję się zdeprymowana, że za każdym razem się odzywam, chociaż nie robię tego z chęci popisania się, tylko po prostu szanuję czas swój i nauczycieli.
Czy bogata wyobraźnia jest śmieszna? Czy aż tak żałosne jest dzielenie się spostrzeżeniami, Moja Droga Koleżanko z Lublina?
Wiem, w dzisiejszych czasach, kiedy rodzicom ustawowo zabrania się nauki dziecka czytać przed 6-tym rokiem życia, żeby wyrównać poziom w szkołach i ogranicza kreatywne myślenie do schematów, inteligencja nie jest w cenie. A jeżeli jest w cenie - jest produktem, stylem, lansem. Studiujemy literaturę, więc chodzimy w czerwonych gaciach, wielkich okularach i eksponujemy swoją orientację, ale jeśli ktoś odważy się zapytać : "Przepraszam, czy ma pani na myśli taką prozę jaką tworzyła Natalie Sarraute? " wymieniamy znaczące spojrzenia i unosimy swoją dumą, a także "inteligencją transcendentalną". Transcendentalną, bo niewidoczną.
Tak, ten ktoś od Sarraute, to znowu ja.
"Ta inteligentna", "Ta mądra", "Ta wygadana", "Pupilka polonistki", za to nigdy "Ta ładna", z rzadka "Ta sympatyczna". Z rzadka, bo formą obrony staje się atak - cynizm, wredota, siła, złość. 
Od niedawna znów mogę powiedzieć "Zrobiło mi się przykro..." zamiast "Wkurwiło mnie to."
Patrzą z niedowierzaniem: "Tobie przykro? Myślałam, że powiesz, że miałaś ochotę jej przywalić".

Wczoraj mignął mi w necie tumblr z napisem: "Never apologize for being intelligent". Pomyślałam: jestem na studiach, już nie muszę. Pozostaje się tylko gorzko zaśmiać.

PS: Pogarda dla inteligencji bierze się z kompleksów, wiem. Niestety wiem też, że kompleksy biorą się z pogardy dla (bezinteresownej)  inteligencji. 

All the time I lived in the conviction that on studies people intelligent, just enough seen already, will meet. I thought that I would finally stop contending with the contemptuous-envious small label granted by older friends from a private language school - they called me"Inteligo" . Because I was only seven years old, hair in plaits, colourful tights, and I didn't know who it is Anastacia, and I dared to have better marks than "cool" ones. Yeah, at least I let them cheat on tests.
Since always I have had to cope with it - knowing more, feeling more,  saying more. Because why am I supposed to be silent, since I read and I know? Am I supposed not to leave ahead of the row of rams being silent in the consternation? They didn't read the text, but "God what is this woman saying? Generally speaking I don't understand the gibbering for her ". For me the bad lecturer means more independent work, rather than pouring off "because still I will understand nothing". Yes, I am feeling stupidly, that then again it is I am answering questions. Yes, I am feeling dispirited each time I speak, although I am not doing it from desire for showing off, I only simply respect my time and teachers.
Is a fertile imagination funny? Whether sharing observations is so pitiful, dear Friend from Lublin?
I know, nowadays, when they by law are forbidding parents to teach children to read before they are six in order to level the level at schools and is limiting the creative thinking to schemes, the intelligence isn't in great demand. And if is in great demand - is a product, with style, trends. We are studying literature, so we are wearing the red underpants, large glasses and we are showing our sexuality, but if somebody will dare to ask: "excuse me, you mean such a prose which Natalia Sarraute created ?" we are exchanging meaningful looks and we are lifting with one's pride, as well as with "transcendental intelligence". Transcendental, because invisible.
 Yes, the one asking about Sarraute, is me again.
"The one intelligent", "the one clever", "the one eloquent", "Favourite of a teacher", by it never "the one pretty", sparsely "the one nice". Sparsely, because an attack is becoming a form of the defence - cynicism, power, anger.
But recently I can be telling again: "I felt hurt..." instead of "it pissed me off."
They are looking in disbelief: "You mean "feel hurt"? I thought that you would say you felt like whacking her ".
Yesterday I glimpsed on the net the tumblr with the inscription: "Never apologize for being intelligent". I thought: I am a student, no longer I must. Now I can only smile bitterly.
PS: the Contempt for the intelligence is stemming from complexes, I know. Unfortunately I also know that complexes are stemming from the contempt for (unselfish) intelligence.


sobota, 3 grudnia 2011

Reedy River

Szczerze mówiąc nie wiem na co się żalić. W sensie od czego zacząć. Więc nie zaczynam wcale.  Czekam na kolejne złe wiadomości. Bilans na dziś: dwadzieścia dwie. Wciąż mam wrażenie, że tym razem to ostatnia, a jednak...
Już chyba nic nie zostało prócz białej kartki. Co na niej dalej?

Well, I predict I'll spend New Year's Eve alone. No rescue this time.

środa, 23 listopada 2011

Fly to the moods

I'm sitting on an armchair.
I'm melting in cranberry jelly and green light.
I'm disappearing in sensual melodies by Kate.
I'm slowly falling into another unhappy love. 



No, no, no. I can't let it be again.

sobota, 8 października 2011

I don need those car crash colours

W domu już Jesień. tam nie. Z resztą nie czas i nie oczy, by się  rozglądać. Ani by tęsknić. Ani by myśleć. Ani by czegoś chcieć.


Tygodnie, co trwają sto lat. 
Ciało, co nie ma świadomości siebie.
Tożsamość, co odeszła. 
Proste potrzeby, co muszą być zaspakajane.


Gołębie żywe i martwe. 
Teksty, których pełno. 
Usta, które pierzchną. 
Autobusy, które mkną.
Kieszenie, które są pełne.
Rzeczy, których za dużo i za mało.

Obracam się wokół wszystkiego i wszystko obraca się  wokół mnie.




...........

sobota, 1 października 2011

Hidden agenda

I woke up this morning and my life wasn't mine anymore. 
October came. It's a brand new life and I know nothing about it. 
Except the fact that it will bring a lot of new mistakes... 




Tommorow - suitcases, train and big city

piątek, 9 września 2011

We chosen u, no walk, find u limit

Taka pogoda powinna być w raju. Jesień to plasterek z dobroczynną melancholią. Wszystko pasuje - nareszcie znów szale, kurtka, niskie chmury. Pasuje Virginia Woolf, pasuje osamotnienie, smutek. Stoisz, a obok świat pędzi już po rokrocznieszkolnemu. Stoisz, jeszcze czekasz na wejście swojego życia w obieg. 
Jarzębiny czerwieńsze niż zwykle. Siedzisz na ławce, czekasz.

Czeka też w drugim pokoju ogromna, idiotycznie kolorowa walizka, wypakowana po brzegi. Przeprowadzka ("módl się do świętego Jacka"), wchodzę w nowe okno. Nowe okno wchodzi mi w źrenice.
Witaj ulico R. , zwyciężyłoś Duże Miasto, masz kolejnego zakładnika.Jutro pociąg popędzi tur tur-tur-tur-turtur. Nieregularność przeciągów.

Póki co przesuwamy się, albo tylko świat i pociąg. Może w rytm tej hipnozy - nie mogę się uwolnić:


wtorek, 6 września 2011

Starring

Poranek można uznać za udany. Co więcej należy chyba do niewielu jak dotąd (a może jestem zbyt ograniczona by je łapać) chwil z kategorii "magia, książkowość, przyjemność i świat urokliwych obrazków". 
Kawiarnia w środku miasta, zbyt popularna, by do niej chodzić ze znajomymi. Przedpołudniowe spotkanie z Mistrzynią Kreatywności i Możliwości. Cel: pisanie bajek. Latte i lekkie słońce zza szyby. Przy sąsiednim stoliku kobieta elegancka, z tych "luksusowych". Nagle na szkle stolika ląduje przede mną z nonszalancją kieliszek szampana, taki sam dostaje Mistrzyni Kreatywności i Kobieta Luksusowa. Mistrzyni obraca się do właściciela z pytaniem, co świętujemy.
- Poranek! - właściciel mieszkał 10 lat we Włoszech, jest Ślązakiem z uroczą i gwałtowną manierą mówienia z włoskim akcentem. Włoskość wylewa się z jego ust, ruchów, myśli. 
- Jak to co?! To że jesteśmy tu, że siedzimy, że jest przyjemnie, że jest nowy dzień! - wykrzykuje Kobieta Luksusowa

Potem rozmowa toczy się dynamicznie. Milion wątków na minutę. Kobieta Luksusowa i Właściciel bombardują siebie nawzajem nazwami miejscowości - Palermo, Chiqato, Sycylia. Udo... freski, rezydencja donna... fontanny... pałace... muszelki... muzea...Antwerpia...Londyn
Skrzą się zęby, skrzą się temperamenty, padają pomysły, żywe gesty zachodzą na siebie. Kobieta Luksusowa wyjmuje przywieziony z daleka naszyjnik z onyksów, do wyceny, śmieje się, że nie może być w pracy pijana, co chwilę wykrzykuje oniemiała: Och, jak już późno! ale jeszcze zostaje. Jeszcze podrzuca pomysły na kiermasz u sióstr, obiecuje muszelki, kryguje się uroczo, opowiada o Madonnie Matisse'a. Właściciel w tym samym momencie imituje jakiś znany obraz - portret jeźdźca na koniu, włócznia i łuk. 
Kobieta Luksusowa wciąż wyjmuje terminarz, by zapisać, by zapamiętać, doradza najlepsze kurorty, opisuje palarnię kawy w pięciogwiazdkowym hotelu. I "ja to się rękodzieła nie tknę, ale kran skręcić, śrubkę przybić...to tak! wiecie, o czym marzę, ale wiecie? żeby mi kupili taki ten.. wkrętło z latareczką, i wtedy to ja mogę wszystko, ale nie chcą. jakieś fatałaszki babskie kupują, no! "
Zrywa się w końcu z gracją jasnego ptaka, poprawia apaszkę, cmoka Właściciela, obiecuje muszelki, wybiega.
Robi się znów spokojnie i przedpołudniowo, przede mną słowa do złożenia i lekko blady, taki włosko nierealny kieliszek z resztką szampana.

Tak, jestem kobietą, która mogłaby ranki spędzać w jasnych kawiarniach, co dzień zachwycać się jakimś błyszczącym drobiazgiem, z szalikiem z kaszmiru, a popołudniem spacer i :Janie, podaj herbatę. 
Ponoć prababcia H. też taka była. Mimo profesji bibliotekarki. Ciekawe, czy to po prostu ma się w sobie, czy potrzeba jeszcze sprzyjającego otoczenia i tła? 

TAK TRUDNO BYĆ BEZPRETENSJONALNYM...
IT'S SO HARD TO BE UNPRETENTIOUS...




.

.