Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podsumowania. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podsumowania. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 26 kwietnia 2012

What is that, sir Graham?

      Niesamowite jest wracanie do swoich starych blogów i czytanie. Budzę uśmiech sama w sobie, bo to nie ja. Zadziwiające, że nawet opisywane niegdyś traumy, traumusie były i pewnie nadal są przerażające, ale ubrane w słowa z wtedy, stają się dziś dziwne, łagodne, zastanawiające. Niesamowite, że niektóre czucia ciągną się do dziś, ale czytając o nich mam wrażenie, że to inna bajka, że to odległa, śmieszna trochę historia. I jak to człowiek nie wie, czego tak naprawdę chce. Nie wie czego chcieć.  Na gorzki śmiech mi się zbiera, gdy czytam jak to jest w życiu niby " za mało pytań, za mało omówień, za mało obrazów, za mało dźwięków i metafor". Masz, dziewczyno teraz metafor od ch... Jak pałasz rozkoszą do ich rozkładania i analizowania! "Artystka"?! Teraz to ostatnie, co chciałabym o sobie powiedzieć, uciekam do konkretów, konkrety dają poczucie sensu i stałości. A przynajmniej ich widmo. I co z tego, że "świetnie piszę?" Co z tego? Zeugma, syndekdocha, katercheza. "Elita inteligencka"... nie, nie, nie. O ile szczęśliwsi są prości ludzie! I tak, ja chciałabym, żeby w teatrze były żyrandole, a nie świetlówki. Żeby deklamowali Słowackiego, a nie egzystencjalia z przerywnikiem w postaci: jebana kurwa. To mam we własnej głowie. W teatrze chcę sukni, kapelusza i estetycznej nieżyciowości.Tak właśnie. 

Ale zboczyłam chyba z tematu... Wracając, śmieszą mnie i peszą i te, niby mimochodem przemycane autobiografizmy, które i tak są formą zwierzeń niezupełnie subtelnych. 
Mniejsza z tym jednak. Bardziej od tego wszystkiego zadziwia efekt przejścia. Czytam swoje życie z roku 2010, a potem podnoszę wzrok znad laptopa - i co? jestem 180km od miejsca wydarzeń, w mieszkaniu blokowym, ludzie z tamtego czasu w większości lub po części zniknęli z mojego >teraz< (jakaś część niestety ma pecha - generalnie mojego - że pałęta się ze zdwojoną siłą po meandrach mojej wyobraźni, wyrzutów, kompleksów i słabości)...e, właśnie zdałam sobie sprawę, że znowu uprawiam "nibymimochodny autobiografizm", który tak mnie dżaźni w dawnych postach... e, tak... reasumując...jestem jakieś godziny (ale jednak) świetlne od tamtego czasu/tamtej mnie/tamtego świata, jestem w jakiejś czarno-kolorowej dupie i chyba jestem innym człowiekiem i nie mam seledynowego pojęcia, gdzie to wszystko zmierza, mam nowych, niedotartych znajomych, którzy niewiele znaczą i jadę z życiem na dwa miejsca, czyli w zasadzie nigdzie, codziennie odwiedzam brzuchy kilkunastu autobusów i wyglądam z okna z widokiem na ponoć najpiękniejsze miasto Polski, piszę blogi i zalewam się przetwarzaniem swoich myśli, niby innych, a jednak tych samych. Wiem jednak już teraz, ze nic nie jest takie, jakie się wydaje, ze jest, czy że będzie...i...i...i... głupie, ale chyba jednak:

wszystko się zmieniło, a poza tym zmieniło się niewiele (sic!!!)


Czuję, że głupia byłam. Te wpisy mnie rozkładają na łopatki i zniebieszczają i rozmemływają jak Iwonę Księżniczkę B. Ale za kolejne dwa lata taką samą reakcję wywoła we mnie pewnie i ten wpis. Czy kiedyś się to w dorosłości zatrzymuje? Czy jest się wreszcie dłużej na jakimś stadium? Choćby słowno-percepcyjnym? Czy już do końca będę się śmiała sama z siebie dawnej, co w gruncie rzeczy oznacza nie-dumę? Wniosek z tego, że jestem głupia i teraz. Cóż, na pewno głupsza niż wszyscy inni "hiperzaangażowanihiperinteligetniizapanbratzdyskursamikulturowymi" studenci.
I co zrobisz, jak nic nie zrobisz.

PS. Wszystkie moje powyższe wynurzenia poszły się paść, gdy odnalazłam stary blog mój i Czerwia (ten sam rok 2010 i miesiące), gdzie nibyżetoja piszę w sposób zgoła inny i wcale z politowaniem mi się uśmiechać nie chce, bo to jednak fajne było i z jajem i z taką jakąś wisdom, której nie bardzo pamiętam ani z teraz nawet, ani z wtedy.


sobota, 25 lutego 2012

Caramello yearly songing

Wypadałoby machnąć dziś notkę, bo mija właśnie rok tego bloga. Statystyka?
5 473 wejść, 165 wpisów, 30 (najwięcej) wyświetleń posta pt."Bueno, carambole" i inne tego typu liczebniki, które chyba nic nie znaczą. Bilans merytoryczny? Z założycielskiego statutu Jasnej Strony Życia stały zwrot na Stronę Ciemną, albo Szarą. Wywewnętrzniania się nudnawe, poetyzacje liche i mniej liche, cytaty, obrazki, linki i co chwilę nowy szablon. Co dalej? Po roku zazwyczaj muszę zmienić miejsce, ale na razie mi się nie chce. Wystarczy, że dodałam kolejny blogspot do kolekcji. To trochę chorobliwe, mieć tyle swoich miejsc w sieci, no ale...
Nadzieje? Że komuś się to przyjemnie czyta, że może pomaga mu w jakiś sposób moje jęczenie (bo to zawsze fajnie jak ktoś jęczy podobnie) albo chociaż muzyka, cytat, obrazek.  Słynne "whatever".

Rok temu zachwyt "Karmelem". A dziś? Wietrzny dzień, wiosenne słońce, JacPo w torbie, pierwsze kuliste tulipany z różową kokardą, koniec ferii (choć to się na typ etapie już tak nie nazywa). Szukam "karmelowych" obrazków. Zamiast tego łasi się w oczy to:


 tak nieadekwatne do tego wpisu, tak zabójcze. Czy jest w ogóle coś takiego jak "reality"? Nie wydaje mi się. Tak samo jak nie ma "love" samej w sobie, ani "life", ani "happiness". Mieszamy to sobie wszystko w parującym kociołku. 
Dobrze, więc jak rok temu wrzucę do kociołka trochę karmelu. Niech się rozpuści i niech sklei dziury, niech sklei i zasłoni nieudaczności, niech zaklei słodyczą obawy, szarość, niezadowolenie. Smacznego.







piątek, 30 grudnia 2011

The moon was right

"Nie jestem biała i nie jestem czarna
Zgubiłam język i chęć do działania
Przeszłości nie ma, bo już się przeżyło
Jestem szara, jestem córką kamienia"

Chciałabym, żeby tak to poetycko wyglądało.  
Dociera do mnie męska obmierzłość, obrzydliwość.
Obrzydliwa zależność emocjonalna nas od nich.
Mnie od nich?
"Jakie to smutne...jakie to smutne..."
Naturalnie narasta jakiś bunt - bunt, który objawia się buńczuczną chęcią:
"róbmy swoje, bądźmy sobą, bądźmy same..."
Ale wszystko zawsze na krótką metę.  Mówię tu już o wszystkim-wszystkim.
"Nieważne, niech kończy się świat..."
Zaraz skończy się Rok. Nie za dobry Rok.
(choć jak teraz myślę...uderzają mnie jak piłeczki pingpongowe dobre momenty. 
Tylko gdzie nas zabrały? Rzeką w dół w czasie, ale tylko w czasie)
Zaraz zacznie się Rok. Tylko kolejny Rok.
A gdzie go przywitamy?
W zapaści umysłu. W zapaści mimicznej - kąciki w dół. 
A może uda się na kilka godzin jednak zapomnieć? Unieść nad ziemię, nie będzie Czasu.

Everything they do is THE DIRTIEST TRICK IN TOWN...


.

.