Pokazywanie postów oznaczonych etykietą picture. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą picture. Pokaż wszystkie posty

sobota, 5 maja 2012

Eldorado de nada srado

“I like my tea after sex.”
~ Oscar Wilde on tea
“I like my tea before, after, and during sex.”
~ James Bond on tea

Przepraszam, ale to zestawienie mnie rozbawiło. Wszystko mnie dzisiaj bawi. Nadmiar komplikacji, także z "tea after... " sprawiło, że jest mi wszystko jedno. Niech będzie kolorowo, idiotycznie, dowolnie, absurdalnie i niekonsekwentnie. Uduśmy w sobie to, co nie może zostać wylane i rozsupłane.
Wszystko przez Devendrę, jego głos i taniec jest skuteczniejszy niż wszystkie wąchane kleje świata.


Ay tu primo colorado
Con barba camburada
Y lleno de ballena
Inclinadose al sol

niedziela, 22 kwietnia 2012

More than I asked

Nie da się ukryć, że dorośliśmy. Czy to proces, czy skończyło się w dniu, gdy Rojek odszedł z Myslovitz, nieważne. Jesteśmy po stronie papierosów, zatrudnień, małżeństw, obcasów, wózków, podróży po świecie, związków partnerskich, zleceń, nieobgryzanych paznokci, nowych etapów, mieszkań, roślin w doniczkach, warzyw na patelnię, recenzji, pogodzenia się z pewnymi faktami, uśmiechu Bree van der Kamp, racjonalizacji, rachunków, zsuniętych prześcieradeł, mostów na więcej niż jedna rzece, nudnych rozmów, niepogodzenia, wytartych fraz, lepionych relacji, kompromisów, awantur, cudzych skarpetek w koszu na pranie, liścików na stole, kart płatniczych, kryzysów wiary i pracy w ogrodzie.

Wolność, pojedynczość, oswojenie, samotność, pogodzenie, tęsknota, radość.


środa, 7 marca 2012

No skin you can be

"Ciemność to rzucony na człowieka zły czar, albo - jak kto woli - choroba. Małe, kilkuminutowe czasem, przebłyski jasności, oczyszczenie nieba umysłu z demonów, tylko potwierdzają istnienie nieprzebranej warstwy czarnej mgły."
S.Gray

***

Poszłam spać kładąc się na nożyczkach.

***

A co by było, gdyby smok znów się tu pojawił?


Nie umiem już myśleć, nie szukając definicji filologiczno-kulturoznawczej każdego pojęcia, które pojawi się w mojej głowie.


________________________________________________________________________

poniedziałek, 5 marca 2012

I loved to many not to explain


"Napisalibyśmy wiersze
pełne niezłych idei
lub jakichkolwiek.
Ale, drogi Julianie,
żadna nie stoi za oknem.
Tak, za oknem ni chuja idei."


Baran, Sendecki, Świetlicki
no ino żyrafy



It's time you meet me on a sunny road...

środa, 29 lutego 2012

And you don't know you know forget

Czasem sobie myślę, że może jeszcze da się normalnie. W takie wiosenne dni jak dziś. Nie, że dobre dni. Zmęczenie wciąż to samo, smutek, tęsknota, chybotanie gdzieś pomiędzy przeintelektualizowanymi pannami chcącymi przeforsować czytanie całej Chutnik i jeszcze literatury trans na zajęciach a przeblazowanymi tłumkami ignorantów. Ale czasem, po chwili drzemki, po sennym wodzeniu wzrokiem  po małych obłoczkach przypominających kaczki... czasem mości się jakieś "ale przecież nic złego się nie dzieje", jakieś "nie ma żadnych dwóch światów, ani granicy, ani końca".
Wszystko jest płynne, wszystko się łączy.

Oder
 
Wisłak
Tumblr


To jest właśnie w skraju nieba, pomiędzy
chmurami. Jeśli unieść się i spojrzeć z bliska,
można przez chwilę zobaczyć tamten świat.
Tamto miasto, silną rzekę i tamtych ludzi
w pokoju.

T.Różycki 










poniedziałek, 20 lutego 2012

Paper glittering gun

Mam nadzieję, że to co widzę to wiosna. Mam nadzieję, że to co słyszę to wiosna. Mam nadzieję, że to słońce, te ptaki, to ciepło, ta chroboty budzącego się świata, to wiosna. 
Mam nadzieję, że czuję nadzieję. 
Miasto zalane słońcem, poranna kawa, ryk pędzącego ambulansu tak jakby z moich słuchawek, a nie z ulicy. Wybuch prostych doznań, puls. 
Wszystkie moje przyjaciółki, znajome, szosztry pięknieją w oczach, nie mogę się na nie napatrzeć. Są silne, urocze, inspirujące. Piękne właśnie. Ale pierwszy raz w życiu czuję, że ich uroda i wdzięk nie przytłaczają, nie umniejszają mnie, tylko wręcz przeciwnie. Sama nabieram rumieńców, blasku. Mam nadzieję, że tak już zostanie. Może to kwestia odpowiednio "dobranych" osobowości, dopasowania, spokoju i dystansu. Czerpania z innych, a nie podświadomego porównywania. To było złe i mam nadzieję, że się skończyło.
Mam nadzieję, mam nadzieję... Na co? Tylko na życie. Na spokój. Na radość. 


PS. Post pro-optimistic, choć i descreet-optimistic, coby nie było aż tak dla mnie nienaturalnie, ale coby Czerwinko nie marudziło, że nic tylko >de.ka.den.cjjjaaa...<

I hope that what I can see is a spring. I hope that what I can hear is a spring. I hope that these are sun, these birds, this warmth, the one grating sounds of world waking up, it's spring.I hope that I feel hope. City flooded with sunshine, morning coffee, roar of the rushing ambulance as if from my headphones, rather than from the street. Outburst of straight experiences, pulse. All my women friends are becoming more and more lovely rapidly. They are strong, wonderful, inspiring. Beautiful. And for the fist time in my life I feel that their beauty and charm aren't overwhelming me, aren't belittling me, just the opposite. I'm getting their glam , their beauty I hope that it will be always like that. Perhaps it is an issue appropriately "well-matched" of the personality, fitting, the peace and distance. Of drawing from other, rather than of subconscious comparing. It was bad and I hope that it has ended. I hope, I hope... For life only.For peace. For joy.







czwartek, 16 lutego 2012

Idacarlson

Jak można zagłuszyć to, czego nie chce się widzieć? Ludzi, znajomych, portale, głupie słowa, denerwujące fakty, niepewność? Może na początek położyć mokre buty na notatkach do egzaminu, który już za mną. Potem pięćdziesiąty raz odtworzyć tę samą piosenkę, która jednocześnie drażni i intryguje tak, że nie mogę mieć w głowie nic innego. Może wykasować wszystko, prócz spokojnego, dobrego, "mojego" dnia, wielogodzinnej rozmowy i wielkich płatów śniegu, prócz mądrych wniosków na przyszłość?  Może przenieść się na Północ?



No to raz jeszcze. Zamknę oczy i przeniosę się tam, gdzie lubię być z samą sobą i mam dystans do wszystkiego, gdzie tańczę, choćby na scenie, gdzie też jesteś ty, ale gdzie tylko cię lubię, znikam ci w tłumie I gdzie nie jestem zdeterminowana do bycia nieszczęśliwą. W bladą mgłę, w bębny, w radość.



Lykke - już mogę, bo chyba Lana zrzuciła ją z piedestału największej popularności. Takie hipsterstwo - nienawidzę słuchać tego, co wszyscy. 



I chcę, i nie chcę. W takich wypadkach lepiej nie. 



wtorek, 7 lutego 2012

I can see 'cause you saw me again

Myślę, że tak naprawdę (a przynajmniej na daną chwilę, jakikolwiek to ma z "naprawdą" związek)  potrzebuję po prostu spokojnego życia. Z dala od zgiełku, od wirtualnego blichtru, z dala od pokazówek, od mijania się ze światem dynamicznym, ze światem głośnym i takim bez skrupułów. Tak, przydałaby mi się taka Islandia ;) Nie wiem na jak długo byłoby takie życie realnym spełnieniem.  Zależy, czy moje zrywy i chęci "przeżywania" są tylko produktem środowiska, czy czymś dla mnie swoistym. Przekonałam się jednak kilkakrotnie, że takie "zrywy i przeżycia", "niepohamowania i szarpania" są emocjonujące głównie w wyobraźni. Że w rzeczywistości się ich boję, że zbyt gwałtownie rozrywają moją banieczkę. A w mojej banieczce jest mój tlen. Zielonkawo-żółty, ale jest. Na Zewnątrz wytrzymuję, ale zbyt wiele mnie to kosztuje. Chęć wyjścia jest głównie napędzana imaginacją, wizjami "przeżyć". A w Środku bywa duszno, ale jest b  e  z  p  i  e  cz  n  i  e. A w zasadzie o to mi chodzi.
Z resztą - po co dywagować. Que sera to i tak sera. 

I think, that actually (anyway - for this moment, however it connects with "actuality") I simply need the calm life. A long way from the tumult, from virtual sham, a long way from showpieces, from passing by dynamic world, with noisy world and so without scruple. Yes, such Iceland would be good to me;) I don't know on how long such  life would be a real fulfilment. It depends, whether my dashes and desires for "emotional experiencing" are only a product of the social life, or something specific for me. However I became convinced repeatedly, that so "dashes and experiences", of "not-restraining and pulling" are exciting mainly in my imagination. In fact I am afraid of them 'cause they violently tear the little bubble I live in. And in my bubble there is my oxygen. Greenish-yellow, but it is. Outside I am withstanding, but  it costs me to much. Desire for the exit from bubble is being driven mainly with the imagination, with visions of "emotional experiences". And Inside there is stuffy, but safe. Well, it's my principle - not talking much.Ok, what is that thinking for - que sera, sera.


niedziela, 22 stycznia 2012

Saviour doesn't like guns

Jest mi do zanudzenia, więc piszę notkę. Zmieniam wygląd profilu, czcionki, odświeżam fejsbuka, rebloguję zdjęcia na tumblrze, odświeżam pocztę, biorę się do czytania tekstów do pracy, odkładam, bo ch... to warte, nawet nie wiem, o czym chcę pisać. Mogę jeszcze opracować tematy do egzaminu, ale zrobiłam troszkę wczoraj, dziś mogę odpuścić, nie chce mi się. Komentarza na pb nie działają, nudzę się. Wychodzę do kuchni, pałam obrzydzeniem, zalewam budyń wodą z wylewającego ją naokoło czajnika, olewam naczynia, które mam umyć, wychodzę, siadam. Odświeżam fb, odświeżam pocztę, odpisuję na smsa, patrzę przez sekundę na świat, nie w monitor, dobra - wystarczy, jem budyń, odświeżam twój profil, odświeżam twój profil, odświeżam swój. Może by zmienić avatar, szukam, oczy mnie bolą od monitora, ale przecież nie wyłączę, zeżre mnie pustka. Nie mam już żadnej książki prócz tych naukowych, jestem leniwą, głupią małpą, że nie siedzę i skrupulatnie się nie uczę. Dziś w mieście byłam mgłą, już nie jestem. Teraz jestem zadresionym ciałem, które porusza 30krotne odtwarzanie Angusa i Julii Stone. Nic mi się nie chcę, gnuśnieję.
Jest mi do zanudzenia, więc piszę notkę. Jestem tu sama, współlokatorka znów za ścianą z facetem, zaczyna mnie to irytować. To słabe z mojej strony, wiem. Odświeżam swój profil, czytam smsa, próbuję sobie przypomnieć, że gdy wychodzę z mieszkania w mgłę jestem mgłą, jestem sama ze sobą i chcę być sama i jest mi dobrze i cieszę się tu i teraz-em. Robiłam zdjęcia, ale na pb nie działają komentarze, jak mówiłam, więc w zasadzie po co je wrzucać (sic! ! ! szokuje mnie prawda o sobie samej). Wyszłabym na dwór (pole, wg tutejszych), ale jest ciemno, zimno i niebezpiecznie. Mogłabym policzyć gwiazdy, może to zrobię, ale przez okno nie widać, musiałabym otworzyć, wychylić się i... nie. No lepiej nie. Odświeżam twój profil, jakie to wkurwiające, że to robię. Mógłby zjawić się ktoś, przez kogo przestałabym odświeżać profile, których nie powinnam zauważać. Odświeżałabym inne. Dlaczego niektóre kobiety tego nie robią? Sybille na pewno nie robią.Próbowałam sobie przypomnieć jak to było chodzić z babcią za rękę, ale nie potrafiłam. Zamiast tego godziny zmarnowane przy komputerze. Ironia - pisać to na komputerze właśnie. Chciałam bez, ale skończyło się nerwowością i rozpaczliwą pustką, lepiej już siedzieć i przewijać obrazki klikając - reblog - 
Jest mi do zanudzenia, więc piszę notkę, długą notkę. Nudzę was, których tu nie ma i którzy tego nie czytacie. Kubki, talerze wchodzą mi na głowę. Nie pójdę spać, bo nie zasnę. Nic nie zrobię, bo nie. Bo nic, bo nic, bo nic. 
Mogę sobie wymyślić nowe imię i nazwisko, pobawić się photoshopem, to bardzo zabija czas, mogę polepić motylki z origami, mogę tyyyle, tyyyle jest możliwości. Odświeżam pocztę, klikam reblog, odświeżam twój profil, swój profil, fejsbuka, rebloguję obrazki, zmieniam czcionki, jem budyń, odpisuję na smsa...









niedziela, 15 stycznia 2012

Chime

Nasza przeszłość powinna być... wielkim cmentarzem. Dokładnie tak. Nie ma co ukrywać, że już zanim skończymy dwadzieścia lat umieramy tysiące razy. Zostajemy podcięci w pół kroku, wybieramy złe drogi (w zasadzie - skąd mieliśmy wiedzieć). Mieliśmy marzenia i plany, które zostały zdmuchnięte, albo wręcz zatrute.To wszystko po kolei potrzebuje swoich descansos - miejsc wiecznego spoczynku. Te wszystkie klęski, cierpienia, straty muszą zostać opłakane. Potrzeba przejrzeć swoje życia i postawić każdej klęsce, każdej małej śmierci, każdej drodze, którą się nie poszło, krzyż. Te wszystkie krzyże trzeba opłakać. Trzeba przynosić na nie kwiaty, trzeba odbyć żałobę. Nad każdym, który boli. Nawet codziennie, nawet wiele razy dziennie - przychodzić, wylać żal, odejść. Jak stare kobiety w czarnych chustkach. Trzeba wyrażać ból, aż wybaczymy tym "umarłym", że nie są żywi.To jest jakaś forma czci i jakaś forma wyrażenia złości, bólu. Trzeba o descantos pamiętać i zarazem zapominać o nich - taki paradoks , zapominanie przez czczenie pamięci.

"W życiu jest wiele rzeczy, które trzeba przygwoździć do ziemi żeby przestały się za nami ciągnąć".
Clarissa Pinkola Estes

Mam wiele takich krzyży - cały cmentarz, który rozrasta się wraz z przerzedzaniem się mgły pamięci. Niektóre descansos są widmowe, zepchnięte w podświadomość, zapomniane. Inne powinny takie być, ale są żywe i palące, jakby zmarły wczoraj. Mam descansos, które toną w kwiatach, które odwiedzam wielokrotnie w ciągu dnia. Jak motyl-żałobnica.

Przepraszam za nieco dołujący temat, ale myślę, że ważny. Mam nadzieję, że ważny. Że uzdrawiający.



A ten utwór powinien leżeć pod jednym z największych descansos, powinnam zamknąć go w drewnianej skrzyni, jak księżyc. I więcej nie otwierać (proszę, nie wklejajcie go na swoje blogi, żebym z zaskoczenia nie została nim przebita). 

Edit; Pierwszy raz przeczytałam tekst tej piosenki. Teraz już wiem dlaczego tak ci się "zapętlał". Gorzka wieść.
A wszystko to śmiesznostka.
Teraz tylko więcej kwiatów, więcej kwiatów.

sobota, 31 grudnia 2011

It doesn't matter who's doing right.


"Dom to trwały nastrój, czy też stan ducha, który pozwala doświadczać uczuć i przeżyć odrzucanych przez szarą rzeczywistość.

Żadne miejsce fizyczne nie jest drogą do domu, może być tylko wehikułem, które kołysze ego do snu, abyśmy mogły resztę drogi przejść SAME. Mnóstwo jest takich wehikułów: muzyka, sztuka, las, spienione fale, wschody słońca, samotność. Wiodą one do domu, do odżywczego wewnętrznego świata, który rządzi się własnym ładem, bogactwem.

Domem jest pierwotna sfera instynktów, gdzie wszystko jest tak, jak powinno być, gdzie wszystkie dźwięki brzmią harmonijnie, gdzie światło jest dobre, zapachy kojące.

Wiele dróg prowadzi do domu- jedne są ziemskie, inne boskie. Choć przejście do niego -ta mała szczelinka - może zmieniać usytuowanie z miesiąca na miesiąc."
 
Clarissa Pinkola Estes - Biegnąca z wilkami, Ku domowi: powrót do siebie, Zwlekanie i Zanurzenie


Tak, właśnie tego nam wszystkim życzę - powrotu do domu, a więc wyruszenia stąd.  
 _____________________________________________________________________________________________
Home is a permanent mood, or also a state of mind which let us experience emotions and experience life rejected by reality.
The way home is not a physical place, it can be only a vehicle which lulle the ego to sleep, so that we can pass the rest of the road alone. There are plenty of such vehicles: music, art, forest, foamed waves, sunrises, solitude. They are leading home, to nutritious internal world which is ruling oneself with own order, own wealth.
Home is a  primaeval class of instincts , where everything is the way it should be, where all sounds sound harmoniously, where the light is good, soothing smells.
Many roads are leading home- one are earthly, other divine. But a passage to it - this little small crack - can change its situating month by month. "

I wish it to us - home returning, what means setting off from here.





Chcę poznać prawdę o sobie samym
Kim jestem, co robię tutaj między wami
Zostawiam wszystko, co wspominam najmilej
Bo choć ważne było, to tylko na chwilę

Porzucam to, co było najciekawsze
Bo cieszyło mnie, jednak nigdy na zawsze

piątek, 30 grudnia 2011

The moon was right

"Nie jestem biała i nie jestem czarna
Zgubiłam język i chęć do działania
Przeszłości nie ma, bo już się przeżyło
Jestem szara, jestem córką kamienia"

Chciałabym, żeby tak to poetycko wyglądało.  
Dociera do mnie męska obmierzłość, obrzydliwość.
Obrzydliwa zależność emocjonalna nas od nich.
Mnie od nich?
"Jakie to smutne...jakie to smutne..."
Naturalnie narasta jakiś bunt - bunt, który objawia się buńczuczną chęcią:
"róbmy swoje, bądźmy sobą, bądźmy same..."
Ale wszystko zawsze na krótką metę.  Mówię tu już o wszystkim-wszystkim.
"Nieważne, niech kończy się świat..."
Zaraz skończy się Rok. Nie za dobry Rok.
(choć jak teraz myślę...uderzają mnie jak piłeczki pingpongowe dobre momenty. 
Tylko gdzie nas zabrały? Rzeką w dół w czasie, ale tylko w czasie)
Zaraz zacznie się Rok. Tylko kolejny Rok.
A gdzie go przywitamy?
W zapaści umysłu. W zapaści mimicznej - kąciki w dół. 
A może uda się na kilka godzin jednak zapomnieć? Unieść nad ziemię, nie będzie Czasu.

Everything they do is THE DIRTIEST TRICK IN TOWN...


środa, 21 grudnia 2011

Auld land syne

Jutro wyjeżdżam, więc niechybnie czas na przedświąteczną notkę. Przejrzałam (właściwie przypadkiem) przedświąteczne wpisy sprzed roku, dwóch. Żaden nie napawał specjalnym optymizmem - i ten też nie będzie. Trudno cieszyć się Świętami, gdy tyle brudu w środku, mulista rzeka wylewa - pytania na powierzchni. Pytania o studia, o rodzinę, o siebie, o samotność, o nastawienie, o sens, o zdrowie, o to co dalej... No i sama celebracja - jak co roku nie należy się spodziewać niczego ponad nieporozumienia, obowiązek tradycji, niby razem, a każdy sam.

A jednak słucham świątecznych piosenek, jednak oglądam stare świąteczne pocztówki, a jednak wyszłam dziś na śnieg, co skończyło się kuriozalną awanturą (wszystko stara się mi udowodnić, że jestem mała i głupia), a jednak zamierzam upiec pierniczki (?!). Jakby wbrew, jakby jednak bezwolnie, ale spokojnie. 

Miałam dziś dobry sen, ale oczywiście pozostawił po sobie tylko nostalgię. Nie będę sobie życzyć spełnienia snów, marzeń. Niczego nie będę oczekiwać, ani chcieć. Tak byłoby najlepiej. Niestety, nie ten temperament. Nie to zen.

Poza tym Święta są piękne przed Świętami.

Jednak Wam, Czytelnicy (ha-ha)...może u Was zimowa magia zadziała, włączy światło i ogrzewanie w sercach, zawiesi uśmiech na choince, albo przynajmniej da spokój z ciepłą herbatą i białym śniegiem. Wierzę w zimową magię, w jej moc - doświadczyłam tego sama. Ale to było dawno i już się nie powtarza. Niemniej może zadziała u Was. Mam taką nadzieję i życzę Wam tego (ok, racja...brzmię jak stara, smutna ciotka zamknięta w ciemnym, zimnym domku na przedmieściach).

[ Tomorrow I am leaving for Xmas, so assuredly time for the pre-Christmas note. I looked through (actually with case) pre-Christmas posts from before the year, two. None instilled the special optimism - and this one won't also. It is hard to be pleased with Holidays, when so much dirt inside me, the sludgy river is flooding , bringing  sad questions. Questions for studies, against the family, against oneself, for the solitude, for setting, for the meaning, for the health, for it what next... And christmastime - like every year I should not expect nothing above misunderstandings, duty of the tradition, together, but everyone really alone.
But yet I am listening to xmas songs, however I am looking at old festive postcards, after all I left today to the snow, what was finished off with peculiar row (everything is trying for me to prove that I am small and stupid), after all I am going to bake small gingerbread cakes (?!). Kind of against, kind of however passively, but calmly.
 I had a good dream today, but of course left only a nostalgia after himself. I won't wish myself fulfilling dreams. I will expect nothing, neither to want. It would be the best this way. Unfortunately, not this temperament in me. It's not the Zen.
Apart from that, Holidays are beautiful before Holidays.
However for you, Readers (ha-ha)... perhaps at you the winter magic will work, will involve the light and warming in hearts, will hang the smile on the Christmas tree, or at least will leave you alone with the warm tea and the white snow. I believe into the winter magic, into her power - I experienced it. But it was a long time ago and isn't already repeating itself. However perhaps it will work at you. I have such hope and I wish you it (ok, rightness... I sound as the old, sad aunt closed in the dark, cold house on suburb).]


W prezencie kilka mniej oczywistych zimowych melodii, które magię zdecydowanie przywołują.
In the gift a few less obvious winter melodies which definitely are summoning the magic.

 (odkrycie dnia dzisiejszego, wspaniałe)
Puppini Sisters - Old Cape Cod   
                         -  Soho Nights  
(pierwsze na delikatny świąteczny nastrój, drugie już na  przedsylwestrowe ekscytacje; 
najchętniej zalinkowałabym tu  wszystkie ich płyty...)
(to co roku, jak tylko wyjdę z domu i zacznę brnąć w śnieg)
(bo zima ZAWSZE jest jazzowa)
(bez Tori nie może się obejść...)
(rytmicznie zrobiony miły klasyk)
Sting - Until 
(żeby tradycji zimowo-linkowej stało się zadość, choć to już nie działa...)


Świąt, Romsi.


niedziela, 11 grudnia 2011

I liked it as soon as I hated it.

Chciałabym nosić w sobie niedzielę przez cały tydzień. Nosić w sobie postanowienie poprawy, milczenie, pragnienie ciszy, wejście głęboko w siebie, spostrzegawczość, dokładność, otwartość na sprawy duszy, wrażliwość na znaki, niepamięć o słabościach.
Wyliczamy swoje błędy, frustrujemy się własnym kalectwem duchowym, niedorobieniem, wyrzucamy w przestrzeń żal do siebie i do świata... Ale tak naprawdę skąd możemy widzieć co tak naprawdę jest ułomne? Gdzie tkwi rana? Często nie tam, gdzie jej upatrujemy. Skończmy więc z nagonką na samych siebie. Dajmy tam wejść Sile, która lepiej zna przyczynę słabości, a jej dotyk koi.
Lecz cóż z tych myśli, skoro od jutra wessie znów pęd? 

I would like to carry on the Sunday for a week. Wear in the provision of improved, silence, desire for peace, the entrance deep within yourself, perceptiveness, accuracy, openness to the soul, sensitivity to signs, forgetting the weakness. We calculate their mistakes, frustrated with our own spiritual disability... But really, how can we see what is really lame? Where is the wound? Often not where we see it. Let's end the war with ourselves. Let the Spirit go in there. It knows better where the weakness is, and it's touch soothes.
But what about those thoughts, when tommorow rush will capture again?




(ta woda...)


środa, 7 grudnia 2011

Haremza

"Zachodnia filozofia, nie mająca związku z życiem codziennym, jest (przynajmniej dla mnie) raczej egocentryczna i niepraktyczna, z dużym ładunkiem dyskutowania i teoretyzowania, a także brykania po całym terenie intelektualnego krajobrazu (...) Zachodnia filozofia stałą się domeną palących fajki i ubranych w tweedowe garnitury profesorów uniwersyteckich (którzy mogą ją wyznawać, ale niekoniecznie ją uprawiają) i hiperinteligentnych studentów, którzy mają kłopoty z wypraniem własnej bielizny albo naprawieniem kosiarki do trawy."

Western concept, not correlating with the everyday life, is (at least for me) rather egocentric and impractical, with great charge of discussing and theorizing, as well as frolicking all over the entire area of the intellectual landscape (...) Western concept permanent oneself with domain of university professors smoking pipes and dressed in tweed suits (which can confess it, but not necessarily use it) and of hyperintelligent students which have trouble washing their own underwear or repairing the lawnmower

Benjamin Hoff 

  
Teresa Haremza - Kochać i tracić
(uwielbiałam ten wiersz x lat temu)

wtorek, 6 grudnia 2011

Rain you call lovers night



"Najlepsza recepta na szczęście to wyzbyć się poczucia, że coś nam się należy"
 The best recipe for happiness it to get rid of feeling that we deserve something for sure.

Królowa z "Czytelniczki znakomitej"





wtorek, 15 listopada 2011

Bedroom bossa band





"Mamrotała pod nosem mądrości ze swojej Biblii, 
żując jednocześnie toffi." 

Andrew O'Hogan



O poranku zdanie jak promień słońca.


piątek, 4 listopada 2011

Już nie pukaj, umarłem

Gdy patrzę biegnąc przez ulicę wielkich miast
W smutne oczy miejskich , zimnych gwiazd
Gdy patrzę ludziom w okna wesoły słysząc śmiech
I zazdrosna , i samotna myślę -- ech !

Czego mogę sobie życzyć ?
Oto moich życzeń treść
Zaznać parę chwil słodyczy
Z tortu szczęścia choćby okruch zjeść
Zaznać parę chwil słodyczy
I nie przyzwyczajać się
By nie było trudno wracać tam
Gdzie jak zwykle smutno mi i źle
 
 
 
Lepiej bym tego nie ujęła. 
 
 


.

.