Pokazywanie postów oznaczonych etykietą myślenie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą myślenie. Pokaż wszystkie posty

sobota, 29 września 2012

Moving from your back

Chcę czegoś więcej od życia prócz pochłaniania ogromnych ilości książek, muzyki, filmów i wierszy. To bardzo przyjemne móc się temu oddawać, ale to za mało. Bo jakie znaczenie ma pisanie esejów, prac naukowych o tym, czy tamtym? W zamian dostaje się tylko kartkę z komentarzami, albo recenzje, albo kolejne strony słów, słów, słów, teorii, polemik... To wszystko jest tak naprawdę jałowe, komu pomaga? Hiperintelektualistom i nadwrażliwcom, którzy mogą zamknąć się w hermetycznym świecie, w którym czują się bezpieczni? Też tego chciałam. Tak mi się wydawało. Ale teraz chciałabym z tego ocalić resztki zainteresowania i przejrzystości, przyjemności  i świeżego spojrzenia. Nie wiem, czy jeszcze się da. Chcę czegoś więcej, ponad spędzenie życia w kulturze, w codzienności pełnej pochłaniania estetycznych wyrobów, cudzych konfesji i migotliwych metafor - one tak szybko gasną. Chcę czegoś na dłużej. 
Tylko jak się teraz wyplątać? jak Znaleźć?

A do tego postanowiłam się nie zakochiwać na razie. Już w ogóle na razie i nie wiem i po co. Chyba dosyć.

Tak szybko mijamy, po co tyle tych zdań i prób porządkowania słowami.





sobota, 7 stycznia 2012

To hard and greedy.

Gdy patrzę na zdjęcia pięknie udekorowanych stołów, pokoi, ogrodów; gdy oglądam magazyny z regału wnętrza/ crafts/ decoration/ style; gdy przeglądam blogi z inspiracjami i blogi o wszystkim, co handmade -  nie mogę oprzeć się, żeby nie zadać pytania: po co tyle zachodu?
Owszem, to wszystko jest naprawdę urocze, piękne, zachwycające, klimaciarskie, magiczne, śliczne etc., ale dlaczego godzinami wytwarzać karteczki z imionami gości, przyczepione do łyżeczek ptaszki, ręcznie składane serwetniki, malowane wazony, prezenty zapakowane jak dzieła sztuki, notesik na listę zakupów z ręczną kaligrafią, wieszaki w zdobienia... To jest takie TYMCZASOWE. Pięć minut i karteczki znajdą się pod stołem, ptaszki zaplączą się między palcami utrudniając jedzenie, a opakowania prezentów zostaną zerwane. Dlaczego więc dopracowywać takie drobiazgi? Dla stylowych zdjęć umieszczanych potem na blogach i w czasopismach? Dla krótkiej uciechy oczu? Dla pamiątki (bo zawsze taki bilecik można włożyć do albumu). Nie przekonuje mnie to.
Śmieszą też albumy scrapowe, które tworzą szczęśliwe matki zapisując w ten sposób każdą chwilę z życia rodziny - Piotruś u lekarza, Piotruś znalazł muszelkę, Piotruś dostał prezent, Piotruś  i Tata na rowerze...
Idea fajna - celebracja wspólnych momentów szczęścia. Ale...to też mnie nie przekonuje.Wyczuwam to jakąś kreację. Jakąś nieprawdziwość. Jakąś STYLIZACJĘ.
Może to kwestia mojego charakteru - nie lubię "tracić czasu na pierdoły", jestem zadaniowa - wysiłek ma się opłacać, a efekt być widoczny i najlepiej długotrwały. Poza tym w tak szybkim świecie jak nasz nie umiem sobie wyobrazić, żeby siedzieć i dłubać przy "kreatywnych gadżetach" i to nie po to, by na tym zarobić, ale aby cieszyły oko.
Dobrze, nie będę ukrywać - podobają mi się te ptaszki, dzwonki, lampiony na drzewach, zdobione notesiki. Sama czasem chciałabym zatracić się w wypełnianiu nimi życia (tworzenie hurtowo zakładek do książek i kartek potrafi odstresować jak nic innego). 
Może po prostu tego jest za dużo - może jest zbyt powszechne, ale jednocześnie zbyt odległe od Prawdziwego Życia. Pełno czasopism lifestylowych, blogów z inspiracjami itd., lecz nie mogę uwierzyć, że to jest codzienność, że to jest norma. Że to nie naginane tworzenie kreatywnej rzeczywistości, gdzie każdy ma pasję i żyje się wśród ślicznych drobiazgów. Coś mi tu nie gra. Bo powiedzcie - czy ktoś z was widział więcej niż raz-dwa takie wypieszczone mieszkanie / przyjęcie/ prezent/ ogród? Takie nagromadzenie uroczych detali? I ich kreatywną, szczęśliwą, spełnioną twórczynię tryskającą talentem i pomysłowością jak Wezuwiusz?  Celebrującą każdy moment?












PS. Miałam trzy Nauczycielki - każda z nich posiadała tego typu cechy: radość życia, świadomość, energię, kreatywność, umiłowanie drobiazgów, uśmiech. Ale czułam, że to prawdziwe. I żadna z nich nie ma "kreatywnego bloga z inspiracjami". Choć jedna bloga ma :)
A druga oprócz gam i sonat nauczyła mnie relaksacji, technik rozwijania się, decoupage'u, filcowania. I prawdy, że w życiu trzeba umieć jak najwięcej. Nawet rzeczy zupełnie nie składających się w całość. Bo nigdy nie wiadomo, co nam się przyda i z czego możemy potem żyć. I w co zamienić to życie...

czwartek, 8 grudnia 2011

Plateau symphony

Cały czas żyłam w przeświadczeniu, że na studiach spotykają się inteligentni, w miarę dojrzali już ludzie. Myślałam, że wreszcie przestanę się borykać z pogardliwo-zawistną etykietką "Inteligo" nadaną przez starsze koleżanki w prywatnej szkole językowej. Bo miałam tylko siedem lat, warkoczyki, kolorowe rajtuzki, nie wiedziałam kto to Anastacia, a śmiałam mieć lepsze oceny od "fajnych". No, przynajmniej dawałam ściągać.
Od zawsze musiałam się z tym mierzyć - z tym, że wiem więcej, więcej czuję, więcej mówię. Bo dlaczego mam milczeć, skoro czytałam i wiem? Mam nie wychodzić przed szereg milczących w konsternacji baranów? Którzy tekstu nie przeczytali, ale "Boże, co ta baba mówi? W ogóle nie rozumiem jej bełkotu". Dla mnie zły wykładowca oznacza więcej pracy samodzielnej, a nie zlewania "bo i tak nic nie zrozumiem". Tak, jest mi głupio, że znowu to ja odpowiadam na pytania. Tak, czuję się zdeprymowana, że za każdym razem się odzywam, chociaż nie robię tego z chęci popisania się, tylko po prostu szanuję czas swój i nauczycieli.
Czy bogata wyobraźnia jest śmieszna? Czy aż tak żałosne jest dzielenie się spostrzeżeniami, Moja Droga Koleżanko z Lublina?
Wiem, w dzisiejszych czasach, kiedy rodzicom ustawowo zabrania się nauki dziecka czytać przed 6-tym rokiem życia, żeby wyrównać poziom w szkołach i ogranicza kreatywne myślenie do schematów, inteligencja nie jest w cenie. A jeżeli jest w cenie - jest produktem, stylem, lansem. Studiujemy literaturę, więc chodzimy w czerwonych gaciach, wielkich okularach i eksponujemy swoją orientację, ale jeśli ktoś odważy się zapytać : "Przepraszam, czy ma pani na myśli taką prozę jaką tworzyła Natalie Sarraute? " wymieniamy znaczące spojrzenia i unosimy swoją dumą, a także "inteligencją transcendentalną". Transcendentalną, bo niewidoczną.
Tak, ten ktoś od Sarraute, to znowu ja.
"Ta inteligentna", "Ta mądra", "Ta wygadana", "Pupilka polonistki", za to nigdy "Ta ładna", z rzadka "Ta sympatyczna". Z rzadka, bo formą obrony staje się atak - cynizm, wredota, siła, złość. 
Od niedawna znów mogę powiedzieć "Zrobiło mi się przykro..." zamiast "Wkurwiło mnie to."
Patrzą z niedowierzaniem: "Tobie przykro? Myślałam, że powiesz, że miałaś ochotę jej przywalić".

Wczoraj mignął mi w necie tumblr z napisem: "Never apologize for being intelligent". Pomyślałam: jestem na studiach, już nie muszę. Pozostaje się tylko gorzko zaśmiać.

PS: Pogarda dla inteligencji bierze się z kompleksów, wiem. Niestety wiem też, że kompleksy biorą się z pogardy dla (bezinteresownej)  inteligencji. 

All the time I lived in the conviction that on studies people intelligent, just enough seen already, will meet. I thought that I would finally stop contending with the contemptuous-envious small label granted by older friends from a private language school - they called me"Inteligo" . Because I was only seven years old, hair in plaits, colourful tights, and I didn't know who it is Anastacia, and I dared to have better marks than "cool" ones. Yeah, at least I let them cheat on tests.
Since always I have had to cope with it - knowing more, feeling more,  saying more. Because why am I supposed to be silent, since I read and I know? Am I supposed not to leave ahead of the row of rams being silent in the consternation? They didn't read the text, but "God what is this woman saying? Generally speaking I don't understand the gibbering for her ". For me the bad lecturer means more independent work, rather than pouring off "because still I will understand nothing". Yes, I am feeling stupidly, that then again it is I am answering questions. Yes, I am feeling dispirited each time I speak, although I am not doing it from desire for showing off, I only simply respect my time and teachers.
Is a fertile imagination funny? Whether sharing observations is so pitiful, dear Friend from Lublin?
I know, nowadays, when they by law are forbidding parents to teach children to read before they are six in order to level the level at schools and is limiting the creative thinking to schemes, the intelligence isn't in great demand. And if is in great demand - is a product, with style, trends. We are studying literature, so we are wearing the red underpants, large glasses and we are showing our sexuality, but if somebody will dare to ask: "excuse me, you mean such a prose which Natalia Sarraute created ?" we are exchanging meaningful looks and we are lifting with one's pride, as well as with "transcendental intelligence". Transcendental, because invisible.
 Yes, the one asking about Sarraute, is me again.
"The one intelligent", "the one clever", "the one eloquent", "Favourite of a teacher", by it never "the one pretty", sparsely "the one nice". Sparsely, because an attack is becoming a form of the defence - cynicism, power, anger.
But recently I can be telling again: "I felt hurt..." instead of "it pissed me off."
They are looking in disbelief: "You mean "feel hurt"? I thought that you would say you felt like whacking her ".
Yesterday I glimpsed on the net the tumblr with the inscription: "Never apologize for being intelligent". I thought: I am a student, no longer I must. Now I can only smile bitterly.
PS: the Contempt for the intelligence is stemming from complexes, I know. Unfortunately I also know that complexes are stemming from the contempt for (unselfish) intelligence.


.

.