Pokazywanie postów oznaczonych etykietą refleks. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą refleks. Pokaż wszystkie posty

środa, 9 maja 2012

A merry stander on the holes in the ground...

Szukam małych łódeczek na chaosie. Ciemne, skołtunione i brudne jest morze. Ale łódeczki są jak wianki na Świętego Jana.

rododendrony przy kościele Franciszkanów
mmsy z wierszami


Jest jakiś dopływ światła  Skądś
a dzień jest taki jakby cały blask się cofnął
czyli jesteś kimś kto pragnie
i otrzymuję tyle ile można
i że to musi mu wystarczyć.

 
i indie folk pod rękę z new weird america, 
czyli spokojna i wyluzowana muzyka na niespokojny maj





 Tak, to jest też chyba kwestia światła.


spring it came upon us,
every insect filled the air
dropped their wings upon my brother,
cast their shadows on his hair

if we follow where they’re leading,

we will surely come before
some unseen and wondrous magic
made of visions to explore
Bon 


piątek, 10 lutego 2012

They say they clean it through.

W autobusie 152 (Czyżyny Dworzec - Olszanica) chłopiec sześcioletni do mamy, bez uprzedzenia:

- Wiesz...wiesz... ja chciałbym tak...żeby zawsze było dużo zieleni... żebyśmy się nigdy nie spóźniali...i ten....i....i....i żeby wszyscy długo żyli...i...i jeszcze TAKĄ WIELKĄ łopatę, jak ma pan Zbych!

Też sobie tego życzę.  






środa, 11 stycznia 2012

Who is downtown little woman?


Gdybym widziała te obrazy pojedynczo, w galerii, na pewno bardzo by się podobały.
Gdy widzę je półpłaskie w wielkim worze monitora, przelatuję strzałką w dół zatrzymując się może na jednym z dwudziestu. 

Mam dużo pomyślunków, ale się ograniczam w imię zen.




poniedziałek, 9 stycznia 2012

Cherry go round

Dla mnie jest artystką wiosenno-jesienną, choć pewnie powiecie, że bliżej jej do lata. Do piasku, nagich stóp, morza, ewentualnie drogi. Drogi może tak, ale torowiska. Słuchałam pierwszy raz zeszłej wiosny jadąc do Kr. , żeby dowiedzieć się, czego tam będę szukać. Świeciło słońce, odbijało się w szybach razem z lekko chłodnym wiatrem. Byłam niepewna, ale silna i jakby wolna, poradziłam sobie o dziwo dobrze. 
     Głos Ive Mendes przenosi mnie zawsze w rejony, których nie umiem nazwać. Często tak mam - jakiś klimat, uczucie, powietrze zostają przywołane przez konkretną muzykę. Gdy staram się prześledzić wędrówkę tego poczucia, zrozumieć je, nazwać - staje się coraz bardziej widmowe. Mówi, odchodząc : nie próbuj mnie złapać, nie próbuj mnie usłowić, czuj. A jak nie umiesz to żegnaj. Wiem tylko, że te "poczucia" mają coś wspólnego z porami roku - stąd w konkretne momenty miesięcy sięgam rokrocznie po dane piosenki, od lat te same - bo raz wyczarowały jakiś niepowtarzalny klimat.. Ale ten klimat (szukam lepszego słowa - może aura?) krystalizuje się dopiero po roku. Tak jak Ive-aura. 
      Wczoraj było szaro i zimno, a najzimniej i najokrutniej w środku, do zaduszenia. Siedzieliśmy z Przyjacielem na przeciwko siebie w głośnej herbaciarni nie wiedząc, co czynić. Ja nie wiedziałam, czy eksploduję ze złości, czy z rozpaczy, czy z kumulacji tych wszystkich złych mocy, które mnie zżerają jak choroba, i jak groźna choroba - zazwyczaj po cichu. Taki straszny stan, gdy myślisz o skończeniu ze wszystkim, ale to też wydaje ci się bez sensu, a więc tak skrajna myśl też nie jest ukojeniem. Nogi z waty, bo dusza z waty. I wtedy spomiędzy głośnych plotek, rozmów, szczęku filiżanek zaczęła płynnąć wiosenna Ive - z tekstem od czapy, ze swoją gorącą krwią. Nie, nie ozdrowiałam. Ale zmieniła się trochę duszotemperatura, lekko zawiośniało. Minimalnie i po prostu.

Ive Mendes - Night night (skąd tu te idiotycznie kociaki?!)
  Ive Mendes - Magnetism (teraz dopiero uderzyło mnie z całą mocą wspomnienie wietrznej wiosny)


 

środa, 23 listopada 2011

Fly to the moods

I'm sitting on an armchair.
I'm melting in cranberry jelly and green light.
I'm disappearing in sensual melodies by Kate.
I'm slowly falling into another unhappy love. 



No, no, no. I can't let it be again.

wtorek, 1 listopada 2011

I may find a floor in my religion

chodzę po kuchni w dresie i na obcasach nóż odbija się od szyby która brudna obserwuje to szaleństwo
cóż rudowłosym zawsze było na świecie inaczej dans le certain ville la petit cochonou...
jutro nie zapomnę włożyć do torebki papierosów (kolejna twarz która odłupie się prędzej czy później jak lakier
wyjątkowo staranny na paznokciach) droga do mieszkania rozpięta bielizna
materiał drażni się ze mną piorę skarpetki 
swoje
swąd przypalonego chleba resztki mascary  jak czarna sól na talerzu pytam okna czy ktoś z naprzeciwka może zobaczyć
jak chodzę po pokoju szyba ciemnieje na zewnątrz taka sobie mgła na wszelki wypadek gaszę światło
świeci tylko dziura w rajstopach

studium ości

samotn i kobiec


wtorek, 13 września 2011

California



Bose stopy w sandałach, a już kopa suchych liści. Stukam. Szuram. Niesie się zapach jesieni jak święta. Na piaskownicy wielkie zamki, zagubiony ich pan w nadmiarze; z łopatką w ręku.



poniedziałek, 12 września 2011

Chanty of sorrows


Men and animals arouse in me a strange longing recently. Salty, sad and warm. I look into their eyes as long as I can. Then I turn back.



czwartek, 18 sierpnia 2011

Ghosty nighthead

Nie cierpię dni. Nie lubię brzasków, poranków, ani jutrzenek. Nie lubię ostrego wśrodkudziennego słońca, nie lubię pór obiadowych, nie lubię godzin szczytu. Nie znoszę dziennych zapachów, ani dźwięków. Kurzu dnia, pośpiechu dnia, leniwego snucia się dnia. Najgorsze jest światło i długość czasu dziennego.
Odżywam wieczorem, kiedy słońce się zniża, a cienie wydłużają. 
Noc jest z kolei zbyt inspirująca, by spać. Ostatnio nie śpię, miliony myśli i wizji. W dzień chodzę otumaniona, zamglona, światło razi. 
Pływam w późnych popołudniach jak pomarańczowa, lśniąca ryba.
Wieczory są łagodne, ale wyraziste, ciekawe, szczęśliwe, zadumane.
Dni są, bo muszą być - szare, jasne, kręcące się ulicami. 
Żyję późnymi porami. 
Marzę o niesamotnym nocnym (bardzo!) spacerze.










"Zbliża się przedwieczorna pora zapomnienia o wszystkim (...) Bo rano dzień jest jeszcze surowy, mdły, ma zapach zielonego owocu mango. Jest jak przedwczesny wyrzut sumienia "
-Wybrana dolina- Luisa Josefina Hernandez

wtorek, 5 kwietnia 2011

17. jak piknik, malarstwo flamandzkie i krzywy komin





Refleks na dziś: Życie jest czymś pomiędzy piknikiem a paniką.




Jestem zachwycona Lechem Majewskim. Jego erudycją, a przy tym wytrwałością w szukaniu dobra i prawdy w prostocie. Jego fascynacją starymi mistrzami sztuki i pokorą wobec własnych osiągnięć. Nie, nie jest artystowski. Znalazł doskonale wyważoną płaszczyznę między formą a treścią. Komunikuje swoje myśli i przekonania w miękki, ale zdecydowany i wyszukany sposób, a przy tej elokwencji nie jest banalny. Słuchając jak opowiada o "szaradach", którymi pozornie jest szukanie wieloznaczności w alegorycznych obrazach, mam ochotę rzucić wszystko, pobiec do wielkiego muzeum i zgubić się w odpryskach drogocennej, flamandzkiej farby...W końcu tam każdy szczegół ma metaforyczne znaczenie. Świat jak dla mnie.




____________________________________________________________________




Z radości dnia codziennego - ciepła ławka, krzywy komin, wyciągnięte nogi, perroracje na temat zmian i że "nie ma co zakładać" i że na początku wszyscy gramy i podrywamy i to jest właśnie tak pociągające - tylko właściwie co ja o tym wiem, prócz paru małych zgubień.

Zaczęło lać. Śnił mi się zielony płaszcz.
















.

.