Pokazywanie postów oznaczonych etykietą womanish. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą womanish. Pokaż wszystkie posty

środa, 16 maja 2012

Who runs the world?

Dobrze, przyznam się oficjalnie - ostatnio jestem w nastroju rn'b. Po prostu nie wyobrażam sobie dnia bez tej muzyki. Zaczęło się niewinnie - od szukania rytmicznych piosenek do słuchania w autobusie, żeby wstrzyknąć sobie w ciało trochę woli życia, woli ruchu. A potem wpadłam jak śliwka w kompot.
Bo co? Bo rn'b trochę obiecuje - obiecuje światło w oczach, sprężyste ruchy, zmysłowe życie, radość. Rn'b jest uczuciowe, ale nie są to emocje niewygodne, z którymi potem siedzisz i się męczysz. Rn'b to proste teksty i silne głosy, rytm, łagodne światło i kobiecość w takiej gładkiej i przyjemnej postaci. Przy czym "przyjemne" wcale nie znaczy głupio łatwe. Tak, rn'b jest przystępne i melodyjne, ale dlaczego miałabym się tego wstydzić? Ważne, że potrafi pocieszyć, zenergetyzować, uwrażliwić, otworzyć, uśmiechnąć.
Jest wodą i mgiełką z brokatem, muślinową zasłoną, tańcem, winem i pięknie ułożonymi włosami. 
A że za tym stoi gigantyczny biznes, śmieszne celebryctwo i photoshop? A co mnie to tu, w moim życiu obchodzi? I jakoś dziwnie przestało mnie drażnić epatowanie seksem...


* terminu rn'b używam umownie, nie chce mi się wnikać w tej wszystkie szczegółowe podziały, każdy wie, o co chodzi





Subiektywny ranking ostatniego roku
4. Nicole Scherzinger -Right there


W sumie widzę, ze ten ranking jest trochę bez sensu, bo każda z tych piosenek działa na mnie w inny sposób i każdej słuchałam w trochę innym okresie i inne myśli, czy obrazy we mnie wzbudza. Niemniej, może się przyda jeśli ktoś będzie chciał się edukować w tę stronę (osobiście nie sądzę :P). Co ciekawe, wszystkie te piosenki na pierwszy rzut ucha wydały mi się straszne i kakofoniczne, ale nie mogłam przestać do nich wracać. Każdy szuka w rn'b czegoś innego, ale ta muzyka ma to do siebie, że prędzej czy później przyciągnie. Ile ludzi, tyle twarzy rn'b.


A majowo?
Keyshia, Beyonce, LG+Bey, Melanie








To tyle, pozdrawiam tych za i tych przeciw. Notka powstała z nudy pt."mam mnóstwo roboty, więc wynajdę sobie czasochłonne zajęcie, żeby o tym nie myśleć"

czwartek, 19 stycznia 2012

I guess the wish rag...


I know, pictures like those are much too popular recently. But I just dream about getting somewhere like there...
Where women are strong, where Nature is a Queen, where wolves are leading us to ancient powers...









I've got a good day, but it's frustrating when you sit alone in a cold room only refreshing the websites, while your flatmate is enjoying her boyfriend behing the wall.


First Aid Kit's videos are so wonderful it almost hurts.




Sometimes I wish I could find my Rosemary Hill
I'd sit there and look at the deserted lakes and I'd sing...

środa, 9 listopada 2011

Uhuhuhuhu...

Miał być dziś cytat z Kierkegaarda, ale zaczęłam oglądać PJ.
Od razu pojawił się mój temat-obsesja, czyli problem wizerunku, no i powstały takie dwie myśli ilustrowane...






No i tyle.
Ale jeszcze...             

wtorek, 1 listopada 2011

I may find a floor in my religion

chodzę po kuchni w dresie i na obcasach nóż odbija się od szyby która brudna obserwuje to szaleństwo
cóż rudowłosym zawsze było na świecie inaczej dans le certain ville la petit cochonou...
jutro nie zapomnę włożyć do torebki papierosów (kolejna twarz która odłupie się prędzej czy później jak lakier
wyjątkowo staranny na paznokciach) droga do mieszkania rozpięta bielizna
materiał drażni się ze mną piorę skarpetki 
swoje
swąd przypalonego chleba resztki mascary  jak czarna sól na talerzu pytam okna czy ktoś z naprzeciwka może zobaczyć
jak chodzę po pokoju szyba ciemnieje na zewnątrz taka sobie mgła na wszelki wypadek gaszę światło
świeci tylko dziura w rajstopach

studium ości

samotn i kobiec


czwartek, 31 marca 2011

15. jak brak zgody i akcesoria


Jeśli miałabym pozostać w zgodzie z sobą, to poniżej znalazłoby się mnóstwo dynamicznych i "furiozalnych" zdań na temat:
- spalin (nie pomaga nawet słynne om-ach-hum; bo jak się robi och to się umiera z zaduszenia)
- tych **** z mojej klasy, którzy *****
- tych **** z ulicy, którzy *****
- tych **** z dołu, którzy *****
- tym **** pannom, które zawsze wyglądają lepiej a myślą o wiele mniej
- temu **** pomysłowi, żeby jeszcze teraz chodzić na "lekcje" i tracić pół dnia na gapienie się w ściany i obcowanie z (patrz myślink drugi).
Na szczęście korzystając z faktu, że ostatnio nie jestem w zgodzie ABSOLUTNIE Z NIKIM, nie muszę też być w zgodzie ze sobą. Taki pełny już brak przyzwoitości.
Dlatego o paru drobiazgach w życiu kobiety takiej jak ja, z której niektóre mają bardzo psychoanalityczne podłoże.


1) Spinka do włosów.
Dłuuuga, mocno trzymająca władzę w moich niewiadomej długości włosach. Wychodzona w końcu po trzech dniach. Nie taka znowu idealna. Ale ma taką magiczną właściwość, że czuję się w niej bardzo orientalnie. Mogę godzinami wyjmować ją z włosów jak to robiły gejsze z filmów, a potem zakładać na nowo układając moje włosy w niesforny zwijak, nonszalancki, szybki, artystyczny, wygodny. W niej chce mi się coś tworzyć, albo chociaż popijać herbatę i czytać u Lorki:
"Panna swój wachlarz
trzymając w ręku,
idzie przez mostek
nad chłodną rzeką..."



2) Ciasny, czarny, skórzany, szeroki pas.
Nareszcie mogę długie spódnice zamieniać w krótkie sukienki, podejrzewać się o coś takiego jak talia i czuć się wiotko, sprężyście i trochę bardziej ściśle. Co do oddychania (jeśli komuś na myśl przyjdzie XIX-wieczna przestroga antygorseciarzy) to om-ach-hum może w nim nie zrobię, ale jak już stwierdziliśmy na początku, w mieście nie ma to i tak większego sensu.




3) Chusty, apaszki, szale.
To jest główny wątek psychoanalityczny. Noszę, bo lubię i na dodatek wszyscy noszą. Bez nich czuję się zupełnie naga i niekompletna. Najlepiej żeby były grube, miękkie i szerokie. Jesienią i zimą nie zdarzyło się, żebym wyszła bez nich gdziekolwiek. Dlatego unikałam golfów. Często na bluzce miałam jeden, a dodatkowo do kurtki kolejny, stricte zimowo-ochronny.
Słyszałam codziennie od Rodzicielki - "zdejmij to chomąto!", ale uciekałam. A jak mi się nie udało, cały dzień czułam się niepewnie. Właśnie - szale i chusty dają mi poczucie bezpieczeństwa. DDA, wrażliwe dziecko, kompleksy etc.etc. - moja podświadomość musiała sobie coś znaleźć.
Dlatego najzupełniej rozumiem Jackie Onassis, która za jednym razem kupiła 50 absurdalnie drogich apaszek, u Hermesa, jak przypuszczam. Na pewno miała ten sam syndrom co ja. Z dwojga złego chyba lepsze apaszki niż militaria.




4) Hope Sandoval

"The delicious dichotomy between darkness and light, the space between inspiration and the manifestation of thought, is where Hope Sandoval’s music and lyrics catch fire."

A do tego naturalna kobiecość, miękkość, swoboda, czary, drzewa, płatki, oddechy, prostota.





I na razie kilka chwil, kiedy nie jestem ze sobą w zgodzie.

.

.